Według źródeł "GW" - nie tylko prokuratura, ale także badająca katastrofę polska komisja, którą kieruje minister Jerzy Miller, "doszła do ściany". Nie ma już materiałów, które mogłaby badać, a Rosjanie nie są skłonni przekazywać dalszych dokumentów.
Początkowo współpraca przebiegała poprawnie. Dziś polska prokuratura i polska komisja doszły do ściany. Bez materiałów z Rosji nie są w stanie pójść dalej. Polscy śledczy zgromadzili całą wiedzę, jaką można było wydobyć z czarnych skrzynek tupolewa i z dokumentów, które były już w Polsce. Prokuratura wystosowała dotąd do Rosji pięć wniosków o pomoc prawną, szósty jest w przygotowaniu- podaje GW.
Problemy ma także polski akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) Edmund Klich. Zgodnie z konwencją chicagowską, Klich powinien mieć dostęp do wszystkich prac MAK. Rosjanie nie chcieli mu przez długi czas udostępnić m.in wyników oblotu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku przez samolot-laboratorium.
Oblot wykazał, że lotniskowy radar jest bardzo niedokładny - podaje wysokość z dokładnością do 300 m. Kontrolerzy w ostatniej fazie lotu nie mogli więc znać dokładnej pozycji tupolewa.
"W Rosji nie ma instytucji naprawdę niezależnych od władz centralnych. Dlatego polski rząd musi naciskać, by prezydent Miedwiediew i premier Putin nakazali natychmiastową poprawę współpracy z Warszawą" - komentuje Roman Imielski z "GW".
"Moskwa musi zrozumieć, że zakłócając współpracę w sprawie katastrofy smoleńskiej, działa wbrew własnym interesom i podważa swą międzynarodową wiarygodność. Wywołuje też fatalną atmosferę w Polsce. Dostarcza paliwa teoriom spisku i zamachu. Wzmacnia obóz rusofobów, którzy powtarzają, że Moskwie w niczym nie można wierzyć, i budują swój kapitał polityczny na wrogości do Rosji." – dodaje z typową dla "GW" troską publicysta.
Ł.A/GW/Miezalezna.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

