W nowych zeznaniach rosyjskich kontrolerów, które dotarły do Polski, nie ma żadnych wzmianek o łączeniu z centrum dowodzenia w Moskwie. Zeznania są sprzeczne, dodano do nich zupełnie nowe elementy, zbudowane pod jedną tezę, która brzmi: winni katastrofy są piloci – pisze "Nasz Dziennik".
W związku z różnicami w zeznaniach do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynął wniosek o uznanie poprzednich zeznań w śledztwie dotyczącym przyczyn katastrofy smoleńskiej. Rosjanie żądają ich unieważnienia. Jednak mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin, uważa, że kwietniowe zeznania są bardzo ważne dla śledztwa, tym bardziej że w kwestiach kluczowych diametralnie różnią się od ich późniejszej wersji. W swoim piśmie żąda uznania poprzednich zeznań. - Jest tam stanowisko dotyczące decyzji rosyjskiej prokuratury unieważniającej protokoły z 10 kwietnia - tłumaczy prawnik.
Zdaniem mec. Rogalskiego, decyzja o stwierdzeniu nieważności zeznań kontrolerów przez rosyjską prokuraturę oraz uznanie tejże za wiążącą w polskim śledztwie jest niezasadne prawnie. - Chodzi o to, by prokuratura miała świadomość tego, że zaprezentowane przez nią stanowisko na konferencji prasowej prokuratorów wojskowych w Warszawie 19 listopada tego roku, z którego wynikało, że strona polska decyzję Rosjan akceptuje, jest stanowiskiem wadliwym prawnie - tłumaczy mecenas Rogalski. Jak dodaje, wobec wagi pierwotnych zeznań kontrolerów reakcja poprzez wyrażenie stanowiska w piśmie procesowym była konieczna i uzasadniona.
Polscy śledczy przychylili się do stanowiska rosyjskiej prokuratury i zgodzili się na unieważnienie pierwszych zeznań Pawła Plusnina i Wiktora Ryżenki. Strona rosyjska dopatrzyła się w nich pewnych błędów proceduralnych - przesłuchania ppłk. Plusnina i mjr. Ryżenki, które odbyły się zaraz po katastrofie, 10 kwietnia, według rosyjskiej prokuratury dyskredytuje fakt, że w protokołach są wady. Brakuje w nich godzin rozpoczęcia i zakończenia przesłuchania oraz podpisu prokuratora. Jak informował podczas listopadowej konferencji prokurator płk Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, stanowisko prokuratury rosyjskiej o unieważnieniu wcześniejszych zeznań kontrolerów lotu ze smoleńskiego lotniska jest dla nas wiążące.
- Wyszło na to, że to tylko godzina zeznań stanowi pretekst do unieważnienia poprzednich zeznań. To tylko pretekst, by te zeznania zmienić i odciążyć od odpowiedzialności kontrolerów rosyjskich - mówi Bartosz Fetliński. Zdaniem mecenasów reprezentujących w śledztwie rodziny polska prokuratura podjęła złą decyzję. Podkreślają oni, że polskie przepisy prawne nie precyzują sytuacji, kiedy protokół przesłuchania można uznać za nieważny. Ponadto art. 166 rosyjskiego kodeksu postępowania karnego, na który powołała się strona rosyjska, nie mówi nic o nieważności zeznań z powodu czasu.
Dlatego też protokoły zeznań z 10 kwietnia powinny – ich zdaniem – stanowić materiał dowodowy w polskim postępowaniu karnym i podlegać swobodnej ocenie dowodów wespół z innym zgromadzonym materiałem dowodowym, w tym również z zeznaniami kontrolerów lotu przysłanymi przez stronę rosyjską, które miały zastąpić te z 10 kwietnia. Prokurator generalny Andrzej Seremet wysłał w tej sprawie pismo do prokuratora Federacji Rosyjskiej, Jurija Czajki. Jak informuje Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej, Andrzej Seremet pyta swojego rosyjskiego odpowiednika o możliwość uchylenia decyzji w sprawie wcześniejszego unieważnienia zeznań kontrolerów wieży ze Smoleńska. Prokuratura czeka teraz na decyzję Rosjan.
W nowych zeznaniach brak jest też powołania się na łączenie wieży z Moskwą - z operatem o nazwie "Logika". W nowych zeznaniach Plusnina i Ryżenki brakuje również danych o fakcie pobytu trzeciej osoby w budynku kontroli lotów. - Zeznania są sprzeczne, dodano do nich zupełnie nowe elementy. W moim przekonaniu, nowe zeznania są zbudowane pod jedną tezę, która brzmi: winni katastrofy są piloci. Dlatego też uważam, że po stronie rosyjskiej mamy do czynienia z preparowaniem dowodów i manipulacją tymi materiałami - mówi mecenas Rogalski. Pojawia się też informacja, jakoby Tu-154M był sprowadzany na ziemię według procedur cywilnych. Wcześniej nie było o tym mowy. Co więcej, kontrolerzy sugerowali, że chodziło o procedury wojskowe.
Ta różnica jest kluczowa dla prowadzonego śledztwa ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej. Bowiem od statusu lotu Tu-154M zależy, na kim spoczywa odpowiedzialność za decyzję o lądowaniu. W przypadku lotu cywilnego ostateczną decyzję o lądowaniu podejmują piloci, na nich więc spoczywałaby większa odpowiedzialność. Natomiast przy zastosowaniu procedur wojskowych to na kontrolerach spoczywa odpowiedzialność za wydanie zgody na lądowanie. - Według procedur cywilnych, nawet jeśli zamyka się lotnisko wskutek takich czy innych przyczyn, to jeśli samolot musi lądować, decyzję o tym podejmuje kapitan załogi - mówi kpt. Janusz Więckowski, który na Tu-154M wylatał dwa i pół tysiąca godzin. W ocenie pilotów, zmieniając zeznania, Plusnin i Ryżenko automatycznie umniejszają własną odpowiedzialność za lądowanie polskiego samolotu na lotnisku w Smoleńsku. - Zmiana zeznań kontrolerów jest decyzją całkowicie dyskwalifikującą wiarygodność prowadzonego przez rosyjską prokuraturę śledztwa - kwituje dr Tadeusz Augustynowicz, wieloletni koordynator lotnisk wojskowych, pracownik PLL LOT, były menedżer Cargo Terminal London Heathrow Airport.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

