O problemach związanych z dostępem do miejsca tragedii pisze środowy „Nasz Dziennik”. Jego dziennikarze natrafili na poważne problemy podczas przygotowywania materiału dotyczącego śledztwa smoleńskiego. Okazuje się, że dostęp do wraku polskiego samolotu, który niszczeje od roku w Smoleńsku, zagraża bezpieczeństwu Rosji. Tak motywowano zakaz fotografowania skorodowanej maszyny. Fotoreporter nie otrzymał również zgody na robienie zdjęć na miejscu tragedii.
W relacji ze Smoleńska dziennikarz „ND” opisuje oczekiwanie miejscowych Polaków na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej oraz pierwszej rocznicy tragedii smoleńskiej. - W mieście życie toczy się zwykłym rytmem. Ale dla mieszkających tu Polaków początek kwietnia to, jak co roku, kolejna rocznica zbrodni katyńskiej, to wizyta delegacji z Polski. Do Katynia setki grup przyjeżdżają przez cały rok, ale w kwietniu oczywiście najwięcej. W ubiegłym roku Lech Kaczyński miał się spotkać z Polakami w smoleńskiej filharmonii. (...) Co będzie w tym roku, jeszcze nie wiadomo – pisze „ND”. - Nas informują o tym co roku najczęściej dopiero na dzień przed uroczystościami - mówi pani Stanisława Afanasjewa ze stowarzyszenia "Dom Polski".
Wydarzeniem zapowiadającym oficjalne uroczystości będzie marsz pamięci 2 kwietnia. Młodzież z Polski i Rosji ma przejść ze stacji kolejowej Gniezdowo do Lasu Katyńskiego. W 1940 roku tą drogą wywożono polskich oficerów na miejsce rozstrzeliwań. Wydarzenie organizuje stowarzyszenie Memoramus z Poznania. Grupa 150 uczniów przyjedzie z Wielkopolski, razem z nimi będzie 150 dzieci polskich ze Smoleńska oraz grupa uczniów Smoleńskiego Korpusu Kadetów i kilku innych szkół. Marsz odbędzie się już po raz piąty.
- Kiedy podjeżdżamy do miejsca katastrofy polskiego rządowego samolotu na Siewiernym, zaraz zatrzymuje nas dwójka funkcjonariuszy. „Tu nie wolno wjeżdżać, teren wojskowy” - słyszymy. Nasz rosyjski kierowca chyba nasłuchał się prezydenta, bo nie ustępuje. Tłumaczy, że do ustawionego przy miejscu tragedii 10 kwietnia krzyża i obelisku prowadzi publiczna droga i nie ma na niej żadnych informacji o braku wjazdu. Pilnujący placu mundurowi mają oczywiście inne zdanie. Władza ma przecież zawsze rację – opisuje wyprawę do Rosji dziennikarz „ND”.
Rosyjscy policjanci zaczęli patrzeć na polską ekipę bardziej podejrzliwie, gdy zobaczyli aparat fotograficzny. - O dziwo, miejsce, które było pokazywane miliony razy w mediach całego świata, jest teraz przede wszystkim zamkniętym obiektem wojskowym i o zdjęciach nie ma mowy. Nawet krzyża, świeczek i wieńców – pisze autor artykułu. O przyczyny obostrzeń dziennikarze zapytali w w biurze gubernatora obwodu smoleńskiego. - Na pewno chodzi o bezpieczeństwo – usłyszeli w odpowiedzi.
Dziennikarze uważają, że w ostatnich miesiącach zmieniło się podejście Rosjan mieszkających w Smoleńsku do zagranicznych dziennikarzy. - Zupełnie inaczej było jeszcze latem, a nawet w październiku. Wtedy chętniej rozmawiano z obcokrajowcami, ludzie wręcz wyrywali się, żeby opowiadać o swoich wspomnieniach, w instytucjach można było zasięgnąć informacji o ich pracy w dniu katastrofy i później. Nawet milicjanci pilnujący placu przy lotnisku zachowywali się inaczej. Widać było, że raczej chcą pomóc przyjeżdżającym grupom, czuli się trochę gospodarzami i przewodnikami – czytamy w relacji z Rosji.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

