Takie cyrki można zaobserwować tylko w Rosji, no i może w Chinach i Koreii Północnej. Oto rosyjski rząd wtargnął na terytorium innego państwa, Gruzji i zabrał sobie 11 kilometrów terytorium. Fakt, zagrabione ziemie należą do Abachazji, czyli terenu który Rosja uznaje za swój a nie Gruzji, ale większość państw uważa Abchazję jak i Osetię Południową za terytorium gruzińskie.
- Odnotowaliśmy ostatnią decyzję o przesunięciu tzw. strefy granicznej Abchazji na teren Gruzji bez zgody gruzińskiego rządu – powiedział szef NATO Anders Fogh Rasmussen. I dodał: – Jesteśmy tym bardzo zaniepokojeni – powiedział w Brukseli po rozmowach z premierem Gruzji Iraklim Garibaszwilim.
Sama Gruzja, która ma obecnie prezydenta pro-rosyjskiego uznała ruch Moskwy, jako "akcję nielegalną", która narusza ich niezależność.
Jak tłumaczy owe posunięcie sama Moskwa? Określa to jako tymczasowe rozwiązanie, wynikające ze względów bezpieczeństwa podczas igrzysk olimpijskich w Soczi. Miejscowość ta znajduje się bowiem niedaleko granicy z Abchazją.
Szef NATO Ramussen uważa jednak, że ingerencja w suwerenność Gruzji jest niebezpieczna. Uznał również za niegodne to, że Rosja rozciągnęła wzdłuż granicy gruzińsko-południowoosetyjskiej drut kolczasy. " XXI wiek powinien być wiekiem budowy mostów, a nie murów – powiedział Ramussen.
Premier Gruzji Irakli Garibaszwili oświadczył natomiast, że Rosja nie ma środków nacisku, by odwieść rząd w Tbilisi od podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, jak zrobiła to z Ukrainą. - Może dojść i do innych prowokacji, lecz nie spodziewamy się niczego nadzwyczajnego, bo co może być gorsze niż to co mamy obecnie - 20 proc. kraju pod okupacją - powiedział szef gruzińskiego rządu.
mod/Onet/Reuters
