Fronda.pl: Przepychanki na szczytach władzy, tłumy protestujących na ulicach prowincjonalnych miast. Rosyjscy eksperci ogłaszają raporty, których konkluzje są sprzeczne. Co się dzieje w Rosji?
Prof. Włodzimierz Marciniak: Rosyjski system sprawowania władzy jest tradycyjnie autorytarny, oparty na charyzmie przywódcy. Aktualnie na charyzmie Władimira Putina. I trudno jest przejść od takich rządów opartych na charyzmie i pozornych sukcesach do rutynowych rządów. To, z czym obecnie mamy do czynienia u naszych wschodnich sąsiadów Max Weber nazwał spowszednieniem charyzmy.
Ale powodem niezadowolenia ludu nie jest chyba wyłącznie spowszednienie charyzmy władcy?
Na spowszednienie charyzmy nakładają się jeszcze kłopoty gospodarcze. Wg danych za 2009 r. PKB w skali rocznej spadło o 9,7 proc. Gdy porównać pierwszy kwartał 2008 r. z pierwszym kwartałem 2009 r. to ten spadek jest jeszcze większy i wynosi 10,8 proc. To było największe tąpniecie. W kryzysie, z jakim mamy do czynienia w skali światowej, władze mogą liczyć na w miarę bezbolesne przejście przez ten okres.
Co może im w tym pomóc?
Zrzucenie winy na kozła ofiarnego. W sowieckim systemie wielokrotnie tak postępowano. Z tym, że do tej pory oczerniano byłego przywódcę. I tak na przykład Chruszczow winę zrzucił na Stalina, ale wtedy, gdy dyktator leżał już w grobie. Podobnie Gorbaczow mówił o czasach zastoju, gdy Breżniewa nie było już na tym świecie.
Teraz prezydent Dmitrij Miedwiediew krytykuje premiera Putina.
I to miejscami bardzo ostro. W programowym artykule "Naprzód Rosjo" Miedwiediew wzywa do modernizacji kraju i stwierdza, że "gospodarka niczego nie produkuje, urzędnicy tylko biorą łapówki, a naród jest sfrustrowany i rozpity". Ale gdy prezydent krytykuje premiera, ten siedzi z tyłu w loży. I to jest sytuacja, która nie ma analogii w historii.
Premier Putin nadaje się na takiego kozła ofiarnego?
Tak. Bo w minionych latach skoncentrował na sobie większość decyzji gospodarczych i politycznych. Ale ośrodek władzy związany z Miedwiediewem z jednej strony chciałby poświęcić Putina, z drugiej zaś się boi. Logika by to nakazywała, ale elita boi się poświęcić premiera i boi się samego Putina.
Pytanie też, czy Putin zgodzi się na ofiarę z samego siebie?
No właśnie. Niedawno w programie na żywo Putin na pytanie o jego możliwość odejścia z polityki odpowiedział: nie doczekacie się. I trudno powiedzieć co się stanie dalej, bo jak powiedziałem, obecna sytuacja nie ma analogii w historii Rosji. Dodatkowo zachowanie premiera trudno jest wytłumaczyć. Prezentuje bowiem dużą dozę pogardy dla otoczenia i pokazuje swoją manię wielkości.
Może ma świadomość własnej nietykalności.
Miedwiediew regularnie organizuje spotkania z prezydium rządu. A Putin jako premier w ogóle się nie pojawia. Spóźnia się też po kilka godzin na posiedzenia rządu i w ogóle o tym nie informuje.
Buta godna cara. Skąd się to bierze?
Nie ma wątpliwości, że Putin jest zmanierowany władzą, jaką udało mu się zdobyć. Bez trudu narzucił rosyjskiemu społeczeństwu siebie jako swoistego ojca narodu. Z łatwością rozegrał też światowych przywódców.
Jego zachowanie być może są wynikiem neurotycznych reakcji na to, że ktoś inny zasiada w gabinecie, w którym już się zdążył zadomowić. A może jest to poczucie, że to wszystko powoli, ale nieuchronnie się kończy.
Przepychankom i gierkom na szczytach władzy towarzyszą lokalne demonstracje. W Kaliningradzie protestowało ponad 10 tys. osób. Włączyła się w to niemal cała opozycja. Czy takie protesty to spontaniczny przejaw niezadowolenia ludu, czy może sterowane politycznie akcje?
Sytuacja w Kaliningradzie też jest nietypowa i warto o niej trochę powiedzieć. Po wydarzeniach w Biesłanie Putin jako prezydent wprowadził zasadę, że lokalni gubernatorzy nie są wybierani, ale mianowani. I Gieorgija Boosa – gubernatora Kaliningradu - mianował właśnie Putin. Trzeba też dodać, że nie jest on lubiany w okręgu, w którym rządzi. Demonstranci wznosili hasła o odwołaniu i Boosa i Putina. A "odwołać Putina" to również nowa sytuacja. Przełamane zostało pewne tabu polityczne.
Poprzednia tak duża manifestacja miała miejsce we Władywostoku po zakazie importu używanych japońskich samochodów. Czy to przypadek, że odległe od centrum rejony są najbardziej krytyczne wobec władzy?
Kaliningrad i Władywostok to miasta portowe, żyjące z kontaktów ze światem zewnętrznym. Określa to też świadomość ludzi, którzy dużo podróżują. Mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego jeżdżą do Polski i na Litwę, a kraju nadmorskiego do Chin i Japonii.
Ale sytuacja we Władywostoku jest jeszcze inna niż w Kaliningradzie. Tam jest gubernator Siergiej Darkin. Powszechnie uważany za kryminalistę, noszący ksywę "Sepleniący". To pierwszy gubernator, który złożył swój urząd po rozporządzeniu Putina. Prezydent szybko przywrócił go na stanowisko, a później mianował na drugą kadencję, którą też mu przedłużył.
Taki "kolega Putina", swój w okręgu nadmorskim i swój w Moskwie. Czy to miało jakiś wpływ na przebieg konfliktu we Władywostoku?
Milicja nie interweniowała w tym mieście, a lokalne władze wsparły demonstrantów. Lokalnym milicjantom nic się nie stało, za to, że nie rozpędzili protestujących. Władze regionu odegrały rolę poduszki amortyzującej konflikt.
W Kaliningradzie szybko upolityczniono konflikt. Gubernator wziął urlop, z którego, może już nie wrócić na urząd. Protesty w Kaliningradzie są znacznie groźniejsze dla systemu, bo miejscowa ludność nie identyfikuje się z narzuconymi przez Moskwę władzami i nie wiadomo, jak się to dalej rozwinie.
Innym rejonem dalekim od Moskwy, gdzie nieustannie się kotłuje jest Kaukaz. Komentatorzy pytają, czy centrala panuje nad sytuacją?
Na Kaukazie sprawowanie władzy opiera się na kompromisie między władzą centralną i lokalną. Moskwa nie wnika w szczegóły wydarzeń w tym rejonie, a lokalne władze zapewniają stabilność i bardzo wysoką frekwencję wyborczą. Dobrym odniesieniem jest w tym przypadku Czeczenia. Ramzan Kadyrow ma tam pełnię władzy, ale nie ma mowy o niepodległości.
Czyli Moskwa sama szykuje beczkę prochu na Kaukazie?
Moskwa jest całkiem świadoma, że kupiła lojalność za cenę daleko idącej autonomii. Ogłoszony przez grupę ekspertów pod kierunkiem Dmitrija Kozaka raport pokazuje, że lokalne władze są totalnie skorumpowane. Powoduje to lawinowe narastanie problemów społecznych. Panuje tam nędza, a przyrost naturalny jest duży. Na dodatek w takich rejonach jak Inguszetia czy Dagestan narasta islamski ekstremizm.
I wystarczy iskra?
Tego typu systemy trwają i nagle się zawalają. W tej sytuacji rzeczywiście może wystarczyć iskra.
Na szczytach władzy przepychanki, na peryferiach rosnące niezadowolenie, a lokalne władze stoją na kompromisie z Moskwą. Kto w takim razie rządzi Rosją. Do niedawna przeważało przekonanie, że Putin wraz ze służbami?
Nie wiadomo tylko, czy Putin decydował, czy też był wystawiony na zewnątrz, bo niewątpliwe jest dobrym retorem i nadaje się na reprezentanta jakiejś grupy. Gdyby tak było, to i tak nie wiadomo z wiele o relacjach panujących w tej grupie i mechanizmach decydowania.
A teraz, gdy Putin oddał prezydenturę?
Formalnie dalej jest bardzo mocny, chociaż wyraźnie widać jego wycofanie. Jeśli chodzi o władzę, to mamy sytuację patową. Władzą wcześniej niepodzielna teraz musi być dzielona. Być może Miedwiediew pogodzi się z rolą odpowiedzialnego, ale nie decydującego. Ale widać też, że ma z tym problem i ten podział funkcjonuje coraz gorzej. Nerwowość i nieprzewidywalność sytuacji potęguje jeszcze kryzys.
Ale najnowszy raport Instytutu Rozwoju Współczesnego (INSOR) związanego z Miedwiediewem "Wizerunek Rosji XXI wieku. Obraz jutra, którego sobie życzymy" rysuje świetlaną przyszłość kraju. Nie ma się co przejmować, że jest tak źle, bo będzie bardzo dobrze?
Piąty już raport INSOR-u przypomina rozdział "Sen Wiery Pietrowej" z powieści Nikołaja Czernyszewskiego "Co robić". Tam bohaterka śni o utopijnym społeczeństwie, takim "mieście słońca". W polityce ten raport wydaje się pełnić podobną rolę.
Trudno się dziwić demonstracjom. Putin ma manię wielkości, a Miedwiediew odlatuje w fantastykę.
(Śmiech) Te fantastyczne wizje ośrodka związanego z Miedwiediewem mają wytłumaczyć jego ogromny apetyt polityczny. Warto jednak zauważyć wspólne cechy w polityce Putina i Miedwiediewa. Zupełnie zanika w nich społeczeństwo. Albo jest pogardzane przez władców, albo w najlepszym razie jest biernym obiektem zabiegów światłych elit. A raporty ośrodka związanego z Putinem, ani wystąpienia Putina nie nawiązują do realnych problemów, z którymi borykają się obywatele.
Co może naruszyć pata na szczytach władzy i przerwać "odloty" rządzących?
Na pewno trudne do przewidzenia zachowania społeczne. Teoretycznie jedna spontaniczna demonstracja społeczna może wpłynąć na zmianę sytuacji. Z działań polityków, oprócz pogłębiania pata, raczej nic nie wynika.
A jaki wpływ na sytuację w Rosji mogą mieć prezydenckie wybory na Ukrainie?
Ukraina ma kluczowe znaczenie dla Rosji, której polityka rozwija się niejako w odpowiedzi na pomarańczową rewolucję. Putin powiedział ostatnio, że nie dopuści do "ukrainizacji rosyjskiej polityki".
Trudna mowa. Co znaczy ten szyfr?
Najprościej tłumacząc: nie pozwoli na wybory z nieznanym rezultatem. Dla rosyjskiego systemu naruszenie obecnego porządku na Ukrainie i nieznany wynik wyborów to porażka. Chociaż w Rosji Wiktor Janukowycz jest przedstawiany jako polityk prorosyjski.
Ale chyba nie jest to tak oczywiste?
Według mnie Janukowicz jest rzecznikiem lokalnego klanu, który nie jest prorosyjski. No chyba, że bycie takim leży w jego interesie. A to też nie wróży najlepiej dla stabilności wzajemnych stosunków.
Na sytuację polityczną nakłada się jeszcze sytuacja w Cerkwi, która obecnie coraz bardziej dystansuje się od komunizmu.
Cerkiew już za patriarchy Aleksego II dystansowała się od komunizmu. Ale jego następca Cyryl faktycznie jest w tym bardziej konsekwentny. Wydaje mi się, że jest to jak najbardziej świadome odwoływanie się do bardziej odległych wzorców kulturowych niż sowieckie.
Media informują, że wokół Cyryla gromadzą się środowiska konserwatywne i tradycjonalistyczne.
Cyryl kładzie nacisk na to, co w Rosji specyficzne. Buduje przy tym obraz Rosji jako cywilizacyjnej wyspy, otoczonej przez wrogie cywilizacje. Ewidentnie cerkiew ma odrębną od państwa propozycję kulturową. Ale swoją drogą to ryzykowne, bo może prowadzić do bardzo głębokiej tradycjonalizacji i izolacji.
Rozmawiał Mariusz Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

