Antyaborcyjna organizacja “The Susan B. Anthony List” poprosiła wszystkich prawicowych kandydatów na prezydenta USA by podpisali „przysięgę pro-life”, która będzie gwarantowała, że w przypadku zwycięstwa w wyborach będą walczyli z zabijaniem dzieci nienarodzonych. Dokument podpisali: Michele Bachmann, Newt Gingrich, Ron Paul, Tim Pawlenty i Rick Santorum. Podpisując dokument politycy przysięgają m.in., że: będą nominować tylko sędziów sprzeciwiające się aborcji; będą promować osoby o poglądach pro-life w ministerstwie sprawiedliwości i departamentach odpowiedzialnych za służbę zdrowia; będą robić wszystko by skończyć z finansowaniem aborcji z pieniędzy podatników i podpiszą ustawę "Pain-Capable Unborn Child Protection Act”, która skończy z zabijaniem dzieci nienarodzonych, które czują ból podczas „zabiegu”.Przysięgi nie podpisał Mitt Romney. Rzecznik sztabu Romneya powiedziała portalowi LifeNews, że Romney niejednokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do obrony życia nienarodzonego i nie musi podpisywać żadnej „przysięgi”. Jednak nie ustają ataki na polityka za jego decyzję.
Romney w przeszłości zmienił zdanie w sprawie aborcji, sprzeciwiając się jej dopiero przed wyborami w 2008 roku. „ W ostatni poniedziałek podczas debaty prezydenckiej Partii Republikańskiej, zapytano mnie o konwersję pro-life gubernatora Romneya. Odpowiadając kierowałem się zasadą domniemania niewinności. Najwyraźniej zrobiłem to za wcześnie”- powiedział Rick Santorum, który znany jest z przewiązania do walki z aborcją. Inni politycy startujący w wyborach wypominają Romneyowi jego wcześniejsze poparcie dla aborcji. Romney bronił się już 3 lata temu w wywiadzie dla FOX News, mówiąc, że zmienił swoje nastawienie do zabijania dzieci nienarodzonych wraz z wiekiem. Porównał swoją zmianę poglądów w tej sprawie do Ronalda Reagana i George W. Busha.
Romneya broni również jego były doradca i senator z Missouri Jim Talent, który zapewnił, że Romney ma zdecydowane poglądy pro-life. „Niejednokrotnie to dowodził na swojej stronie internetowej i w przemówieniach.” Jednak Karen McNeil z „Life Choices of Memphis” powiedziała, że obawia się, że tak jak niektórzy politycy zmieniają swoje obietnice wyborcze, tak niektórzy mogą grać kwestią obrony życia. Z kolei Tony Perkins z Family Research Council zwraca uwagę, że jak polityk łamie obietnice ekonomiczne to może również złamać obietnice w sprawach obyczajowych. „ Jeżeli polityk nie chce złożyć swojego podpisu pod zagadnieniami aborcyjnymi, to nie sądzę, że powinniśmy mu ufać w innych sprawach”- dodała McNeil.

