- Vaclav Havel to był niekwestionowany przywódca opozycji antykomunistycznej w Czechosłowacji. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Nasze kontakty jako KSS KOR z Kartą 77 rozpoczęły się w 1978 r. To było spotkanie na Śnieżce. Tam zeszło się od nas kilkanaście osób i chyba jeszcze więcej z Czechosłowacji. Był tam również Havel. Pamiętam, że była wtedy koszmarna pogoda, październik i ziąb.

 

To spotkanie doprowadziło do jednej rzeczy: poglądy i problemy jakie mamy w obu krajach są bardzo podobne. Jest to więc powód do nawiązania współpracy. Ona przetrwała i była nawet aktywna w okresie stanu wojennego. Opozycjoniści kontaktowali się. Codzienna działalność polegała więc na przekazywaniu publikacji, drukowaniu czy przekazywaniu powielaczy. Centrum tej współpracy mieściło się we Wrocławiu, bo tam było najbliżej. Ta współpraca to był sygnał, że może działać międzynarodówka opozycji antykomunistycznej w krajach bloku sowieckiego.

 

Pamiętam, że na spotkaniu w Moskwie z grupą Sacharowa wydaliśmy takie wspólne oświadczenie w 1979 r. w obronie Karty 77, kiedy zrobiono im gigantyczny nalot i było mnóstwo aresztowań. W kościele św. Krzyża odbyła się też głodówka w ich obronie. Pamiętam jak 1983 r. będąc w więzieniu na Mokotowie dostałem widokówkę z podpisami niemal wszystkich głównych działaczy Karty 77. To jest jedna z najważniejszych moich relikwii, które wyniosłem z więzienia. Był tam też podpis Havla.

 

Havel to był bez wątpienia intelektualista dosyć twardy w swoich przekonaniach. On bardzo mocno zajmował się np. sprawami kubańskimi, bez względu czy to było modne czy nie. Współpracowaliśmy, te kontakty trwały. On traktował łamanie praw człowieka bardzo poważnie, a nie koniunkturalnie.

 

Not. Jarosław Wróblewski

 

To zdjęcie powyżej  zrobił Marian Siedlaczek, polski dziennikarz i fotografik z Zaolzia 10 stycznia 1995 roku. "Przeprowadzałem wtedy z Václavem Havlem wywiad dla „Głosu Ludu“. Potem poprosiłem Go o możliwość zrobienia zdjęcia. Nieco zakłopotany odparł, żebym to ja wybrał odpowienie miejsce do pozowania. W kącie sali stał stary globus, więc zaproponowałem, by na chwilę zabawił się w filmowego Chaplina. Prezydent zgodził się bez wahania. I między innymi tak Go zapamiętam. Dzisiaj już takich nie robią - wspomina Siedlaczek.