- Kiedy padło hasło, żeby odrestaurować zniszczony filar z ołtarzem św. Dydaka w kościele bernardynów, bez wahania włączyłam się do tej akcji – opowiada Maryla Rodowicz. - W kościele bernardynów mama przystąpiła do pierwszej komunii. Na bernardyńskim cmentarzu pochowani są mój dziadek, pradziadkowie, siostra mamy – dodaje piosenkarka.

Zabytkową świątynię pod wezwaniem św. Franciszka i św. Bernarda z XV roku komuniści zamienili w 1949 roku na magazyn. - Wywieziono przepiękne, wartościowe obrazy. Rozkradziono skarbiec, rozebrano unikatowe, wykonane z klonu, barokowe ołtarze – opowiada była parafianka, Jadwiga Pietkiewicz. Kościół katolicki (konkretnie zakon franciszkanów) odzyskał ją dopiero w 1994 roku. Obecnie nie odprawia się w nim Mszy św. w języku polskim, jedynie litewskim i angielskim.

Zebranie 15 tysięcy złotych było możliwe dzięki wysiłkowi Żylvinasa Radavicziusa, który od lat zbiera informacje na temat rodziny Rodowiczów i dba o jej integracje. - Kiedyś podczas koncertu chodził za mną i upierał się, że jesteśmy rodziną. Potem jeździł po wsiach na Żmudzi i szukał dokumentów – mówi Maryla Rodowicz. Okazało się, że rzeczywiście są spokrewnieni. Drzewo genealogiczne, jakie stworzył pan Radaviczius, sięga 1491 roku i obejmuje 18 pokoleń. - Dzieje sprawiły, że przedstawiciele rodu są dziś Litwinami, Polakami i Rosjanami – mówi Litwin.

 

sks/Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »