Zgodnie z szacunkami do szkół podstawowych pójdzie w tym roku około 40 procent sześciolatków. Nie wiadomo jednak, jak tak młode dzieci odnajdą się w szkole. Z doświadczeń rodziców, którzy posłali dzieci w tym roku wynika, że mogą nie radzić sobie ze szkolną rzeczywistością. Jednak rodzice, którzy we wrześniu poślą dzieci do szkoły, nie będą mieli możliwości zmiany decyzji.
Problem pojawił się już w tym roku. Matka jednego z sześciolatków, który poszedł do szkoły, chciała przenieść go do zerówki. – Po krótkim czasie okazało się, że nie jest w stanie uczestniczyć w zajęciach i być porównywalnie skoncentrowany na nauce jak pozostałe, siedmioletnie dzieci – opowiada matka chłopca. Problemy w nauce spowodowały, że dziecko zostało odrzucone przez klasę, zdarzały się także ataki agresji. Wtedy matka podjęła decyzję o przeniesieniu syna do zerówki w innej szkole.
Zgodę na zmianę wyraził dyrektor szkoły, jednak potem pojawiły się problemy formalnoprawne. Dyrektor wycofał się z ustaleń, kuratorium również odmówiło. Sprawa trafiła do MEN. Interweniowali matka oraz dyrektor, do dziś mimo kilku rozmów i listów nie dostali odpowiedzi. Niespodziewanie w środę dyrektor zgodził się na przeniesienie chłopca.
Urzędnicy z kuratorium przyznają, że jest luka w prawie, bo nikt takiej sytuacji nie zakładał. – Nie przenosi się ucznia z klasy trzeciej do drugiej. Problem w tym, że sześciolatek w pierwszej klasie to jak na razie dobrowolna decyzja rodziców. Powinien być zatem jakiś mechanizm pozwalający na cofnięcie go do zerówki – twierdzą.
Zdaniem kuratorium MEN powinno wydać wskazówki w tej sprawie. Resort umywa jednak ręce. - MEN nie jest organem właściwym do podejmowania jakichkolwiek decyzji w tej sprawie – pisze resort.
żar/Dziennik.pl

