Bratkow urodził się w 1960 roku w Charkowie. Z wykształcenia jest inżynierem. Zaczynał od malarstwa, performance'u i instalacji, a fotografia była dla niego tylko jednym z wielu środków przekazu. Dziś łączy ją głównie z wideo.

 

Największy rozgłos artyście przyniósł właśnie cykl „Kids”, czyli sesja zdjęć zrobiona na zamówienie agencji modeli dziecięcych. Bratkowa od razu oskarżono o promowanie pedofilii, sprawa ma jednak drugie dno...

 

W rzeczywistości, dzieci zostały przygotowane do sesji przez... własnych rodziców. Artysta zastrzegał, że nie będzie w żaden sposób ingerował w to, jak będą wyglądali jego modele. Rodzice byli ponoć tak zdesperowani, że zrobiliby wszystko, aby swoim pociechom otworzyć drzwi do świata modeli. - Ich obsceniczny wygląd mnie przestraszył – opowiadał fotograf.

 

- Te przebrania, pozy okazały się niczym innym jak przejawem rodzicielskiej troski - pisał o wystawie znawca fotografii Wojciech Nowicki. - To rodzice przebierali swoje dzieci do zdjęcia - dla świeżo powstających agencji modeli, do banków twarzy. Dzieci zaś dopowiadały resztę. Wyszło tak, jak widać na zdjęciach, lepiej się przekonać na własne oczy – dodawał.

 

Małe dziewczynki są ostatnio smakowitym kąskiem dla wielkich agencji mody. Dosłownie i w przenośni. Niespełna rok temu media rozpisywały się o sesji fotograficznej małej Thylane Blondeau, w której dziesięciolatkę ustylizowano na kobietę wampa. Co więcej, inicjatorką udziału dziewczynki w takiej sesji była jej własna matka, która po fali krytycznych głosów postanowiła skasować fanpage córki na Facebooku, na którym ta miała już ponad 700 fanów.

 

- Ja się zastanawiam, czy to są zdjęcia dla pedofilów – komentował w rozmowie z portalem Fronda.pl prof. Zbigniew Lew Starowicz. Znanego seksuologa i psychiatrę niepokoiła jeszcze jedna sprawa. - Gdzie są rodzice tej dziewczynki? - pytał. - To, że media żywią się dziećmi stylizowanymi na takie kobiety wampy to jedno, ale dlaczego pozwalają na to rodzice tego dziecka? - dodawał. I jednoznacznie podkreślał swój negatywny stosunek do takich praktyk.

 

Niestety, jak widać na przykładzie sesji Bratkowa, rodzice wciąż sami wielokrotnie pchają swoje pociechy w szpony show-biznesu, a że najprostszą drogą do „zaistnienia” jest kontrowersja, sami stają się katalizatorem tego typu sytuacji. W Stanach Zjednoczonych na przykład rekordy popularności biją konkursy piękności dla małych dziewczynek. Każdego weekendu odbywa się tam około stu takich konkursów, w których udział biorą 7, 6, a nawet 5-latki. Te dziewczynki przecież nie zgłaszają się same na takie konkursy. Najczęściej to ich bezmyślne mamusie wożą je od fryzjera do kosmetyczki, godzinami przebierają a potem z podekscytowaniem zaciskają kciuki w oczekiwaniu na werdykt jury.


Ciekawe, jak daleko są w stanie posunąć się zdesperowani rodzice, by wepchnąć swoją pociechę przed kamery, obiektywy, flesze... Skoro matki potrafią ubierać swoje córki jak – a to i tak delikatne określenie – wyuzdane wampy, skoro rodzice pozwalają, by ich dzieci pozowały do zdjęć, które co najmniej mogą być pożywką dla pedofilów, to być może niebawem pójdą jeszcze dalej, i pozwolą realnie wykorzystanie swoich dzieci przed kamerami...

 

Marta Brzezińska