Lawrence Zachow i jego żona Aida Calagui-Zachow, pierwotnie zostali oskarżeni o "napaść z bronią w ręku". Jednak sędzia Michael Stevens-Guille uznał ich winnych popełnienia przestępstwa mniejszego kalibru, mówiąc, że rozumie rodziców, którzy dyscyplinują swoje dzieci zgodnie z ich przekonaniami, a nie tylko w efekcie chwilowego gniewu.
- Jednak, jakiekolwiek wyższe autorytety kierowały rodzicami, jeśli mieszkają w Kanadzie, podlegają kanadyjskiemu prawu. Uderzenie dziecka nie jest synonimem dyscypliny w tym kraju w 2010 roku – orzekł sędzia.
Rodzice mieli uderzyć nastolatkę, ponieważ dowiedzieli się, że rozpoczęła współżycie ze swoim chłopakiem, a kiedy kazali jej zerwać z nim kontakt, odmówiła.
Dziewczyna przyznała w sądzie, że "lanie" wcale jej nie zabolało, ale na rodziców doniosła szkolnemu urzędnikowi, który poinformował policję.
Ojciec dziewczyny miał się buntować podczas rozpraw, że sąd nie jest instancją odpowiednią do orzekania o właściwości metod wychowawczych.
W 2004 roku Sąd Najwyższy w Kanadzie ustanowił zakaz uderzenia dziecka poniżej 2 roku życia i powyżej 12 roku oraz uznał za przestępstwo uderzenie dziecka jakimś przedmiotem, bez względu na jego wiek.
Charles McVety, szef Canada Family Action Coalition, przyznaje, że kanadyjski sąd przekroczył swoje kompetencje. - Ustanowiony przez niego zapis nie znajduje się nigdzie indziej, nie ma go w żadnym dokumencie o przestępstwach. W demokracji ustanawianie przepisów jest zarezerwowane dla wybranych członków legislatury. Żadna inna instytucja, ani tym bardziej osoba indywidualna, nie może stanowić nowych praw. Takie rzeczy mają miejsce tylko w dyktaturach – konstatuje McVety.
eMBe/LifeSiteNews
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

