De Mattei wyjaśnia, że nie zamierza odpowiadać postępowcom, ale chciałby zmierzyć się z konserwatystami, którzy odmawiają świeckim prawa do mówienia papieżowi, „co jest dobre dla Kościoła”. Odpowiadając na ten zarzut intelektualista odwołuje się do Katechizmu, tradycji teologicznej, historii Kościoła oraz do papieskiego nauczania.

„Cnota wiary otrzymana wraz z chrztem – jak tłumaczy św. Tomasz z Akwinu – wytwarza zgodność natury ducha ludzkiego z objawieniem, dzięki czemu umysł każdego ochrzczonego jest, jakby instynktownie, przyciągany przez prawdy nadprzyrodzone i postępuje wedle nich” – przekonuje De Mattei. I uzupełnia: „W dziejach Kościoła zmysł wiary u zwykłych wiernych nieraz był bardziej zgodny z tradycją apostolską niż u pasterzy – na przykład w trakcie kryzysu ariańskiego w IV stuleciu, kiedy wiarę podtrzymała mniejszościowa grupa świętych i niezłomnych biskupów, takich jak Atanazy, Hilary z Poitiers, Euzebiusz z Vercelli, a zwłaszcza masy wiernych, które nie śledziły teologicznych diatryb, lecz – dzięki nadprzyrodzonemu instynktowi – trwały przy właściwej nauce. Błogosławiony John Henry Newman pisał: "w owym czasie ogromnego zamętu dogmat o boskości Naszego Pana głosiła, podtrzymywała i (mówiąc po ludzku) przechowała raczej Ecclesia docta (Kościół nauczany) niż Ecclesia docens (Kościół nauczający)”.

Dalej intelektualista wyjaśniając swoje stanowisko powraca do pierwszego Asyżu. „Byłem owego dnia w Asyżu i zachowałem dokumentację fotograficzną tamtych wydarzeń: na przykład w kościele św. Piotra w obliczu Najświętszego Sakramentu, na ołtarzu, w którym przechowywane są relikwie męczennika Wiktoryna, intronizowano posążek Buddy, a przed nim wywieszono chorągiew z napisem "oddaję się prawu Buddy". Jako katolik odczułem, i nadal odczuwam, odruch wstrętu wobec tego wydarzenia, o którym warto wspominać tylko po to, by się od niego dystansować” - podkreśla.

„Jestem pewien, że Benedykt XVI nie zamierza dopuścić, by powtórzyły się ówczesne nadużycia, ale żyjemy w społeczeństwie medialnym, media zaś (a w konsekwencji światowa opinia publiczna) mogą nadać nowemu spotkaniu takie samo znaczenie co poprzedniemu. To zresztą już się dzieje na naszych oczach” – uzupełnia de Mattei.

I kończy swoje rozważania prostym wnioskiem: „Żyjemy w dramatycznych czasach, w których każdy ochrzczony musi mieć nadprzyrodzoną odwagę i apostolski zapał, by w ślad za przykładem świętych donośnym głosem bronić wiary – nie ulegając przy tym "racjom politycznym", jak zbyt często zdarza się w kościelnych kręgach. Do odrzucenia Asyżu I i wyrażenia, z całym szacunkiem wobec Ojca Świętego, obaw w związku z Asyżem II popchnęła nas tylko i wyłącznie świadomość naszej wiary”.

TPT/Rzeczpospolita.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »