"Zdaje się, że żaden z buczących rzeczywistego PRL nie pamięta. Ale, jak wiadomo od klasyka, walka klasowa zaostrza się w miarę budowania socjalizmu. Niestety, to co prezentuje (już od dawna) obecne kierownictwo Młodzieży Wszechpolskiej, to rodzaj matrixu. Ci młodzi ludzie, podekscytowani przez mity stworzone przez Jarosława Kaczyńskiego, wizję razwiedki Stanisława Michalkiewicza i niepodległościowe frazesy Bronisława Wildsteina wymyśli sobie własny platoński świat "honoru i polskości", budowany w opozycji do rzeczywistości empirycznej. Oto utopia, gdzie młodzi szykują się do jakiegoś antykomunistycznego powstania, prowadzą (jawną) działalność konspiracyjną i w tej "patriotycznej robocie" szukają wsparcia pośród kiboli. A wszystko to, aby któregoś dnia, z kosami na sztorc, zaatakować agenturalny rząd Donalda Tuska, którego traktują tak, jak czerwoni na początku lat 60-tych XIX wieku traktowali Aleksandra Wielopolskiego" - pisze Wielomski.

 

Publicysta portalu Konserwatyzm.pl ma również wątpliwości, co do formy listu do gen. Ścibor-Rylskiego. "No i wreszcie kontekst sytuacyjny. Oto napisał list otwarty do Generała Prezes. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że jedna poważna osoba napisała list do drugiej poważnej osoby. Tyle tylko, że adresat to generał brygady, lotnik, weteran wojenny, uczestnik walk pod Kockiem, powstaniec, odznaczony Virtuti Militari, Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski i wieloma innymi odznaczeniami" - tłumaczy Wielomski.

 

"A kim jest autor listu otwartego? Bohaterem wojennym? Mężem stanu? Wybitnym intelektualistą? Skończył chociaż studia? Gdy ktoś się chce bawić w Żołnierzy Wyklętych to powinien choć znać swoje miejsce w hierarchii i umieć zachować dyscyplinę. Szeregowcy nie pisują listów otwartych do generałów" - puentuje Wielomski.

 

AM