Fronda.pl: Proszę się przyznać na czyje zlecenie Panowie zrobili "Towarzysza generała"?
Robert Kaczmarek: (śmiech) Trzeba dopytać, o co chodzi towarzyszowi generałowi i jego obrońcom z tym zleceniem. Umowa na film została podpisana 1,5 roku temu. Miał to być początek serialu o postaciach III RP. Jednak na skutek sytuacji w TVP Historia, gdzie nasz dokument miał swoją premierę, kończyliśmy go z problemami.
I zniechęcili się Panowie do serialu?
Nas nie tak łatwo zniechęcić. Wszystko będzie zależeć od sytuacji finansowej i personalnej w TVP.
No to pierwszy odcinek serialu za nami. Uchyli Pan rąbka tajemnicy o kim będą kolejne?
O głównych aktorach sceny III RP. Jaruzelski wprost kojarzy się z polityką. Kolejne postaci będą związane z mediami, kulturą, biznesem. Tyle mogę Panu powiedzieć.
Czyli reakcje i komentarze po filmie nie bardzo Pana zaskoczyły?
Same reakcje były jak najbardziej do przewidzenia. Ale zaskoczyła mnie skala tej histerii. Najbardziej mnie dziwi to, że według tych krytyków naszego obrazu, to jedyny film, w którym trzeba było zmieścić wszystko o towarzyszu generale.
Panów obraz według "niezależnych dziennikarzy" nie spełnia wymogów dokumentu, bo druga strona, Jaruzelski i jego obrońcy, nie wypowiadali się w filmie
Wobec festiwalu medialnego Jaruzelskiego w ostatnich latach mało kto z tych komentatorów, którzy nas teraz krytykują, podnosił zarzut o jednostronności przekazu. Tym bardziej mnie to dziwi, że nie ujawnialiśmy żadnych nowych informacji na temat Jaruzelskiego. Zestawiliśmy tylko w jedną opowieść rozproszone wiadomości.
Skąd więc ten opór i niemalże histeria niektórych środowisk?
Wypływa ona z kondycji intelektualnej polskich elit, zwłaszcza dziennikarzy i publicystów. Porównałbym to ze schizofrenią, którą panowała w drugiej połowie lat 70. Co innego mówiło się prywatnie, a co innego w oficjalnych przekazach. Ten dokument uderza w tę schizofrenię.
Publicystka "Wyborczej" Teresa Torańska i dokumentalistka Maria Zmarz-Koczanowicz grożą Panu i Grzegorzowi Braunowi sądem, ze bezprawne wykorzystanie ujęć z ich "Nocy z generałem". Co Pan na to?
To oczywiste przekłamanie. Często podpisując umowę TVP oprócz finansów wnosi do produkcji tzw. aport rzeczowy, czyli umożliwia korzystanie ze swoich archiwaliów, określając to minutowo. TVP wydaje materiały jeśli wszystko się zgadza, tzn. jeśli film jest własnością TVP. I my od telewizji dostaliśmy do skopiowania archiwalny materiał "Nocy z generałem". Film obu Pań, które teraz starają się podnosić larum, został zrealizowany na zlecenie TVP i jest jej własnością.
Użyliśmy trzech ujęć. Generał w fotelu, generał stoi przy oknie i palące się znicze. Nie zmieniło to ani trochę wymowy naszego obrazu. Gdyby Panie zareagowały wcześniej to oczywiście spokojnie usunąłbym te ujęcia. Tym bardziej, że premiera miała miejsce w połowie grudnia w TVP Historia, a wcześniej, ktoś wrzucił go do internetu.
A nie reagowały wcześniej?
Oczywiście, że nie. Co więcej, pani Koczanowicz, gdy już zadzwoniła z pretensjami, to do naszego operatora, który, tak się złożyło, pracował jako operator przy "Nocy z generałem". On odesłał ją do mnie, przekazując jej numer mojego telefonu. Do mnie już nie zadzwoniła, a numer mam ten sam od 10 lat. Intencje tych Pań najlepiej pokazuje film, który zrobiły.
To znaczy?
Krótko rzecz ujmując: kolejny lifting generała.
Sam generał nie przyszedł na dyskusję po poniedziałkowej emisji do TVP 1. Wystąpił za to w TVP Info i radiowej "Jedynce".
Towarzysz generał poszedł do swoich. Wiadomo przecież jak w wyniku umowy przebiega podział w publicznych mediach.
Czyli to też Pana nie dziwi?
Dziwi mnie za to samobójczy krok SLD, który sam przypisuje się do PRL. Chociaż, jakby się nad tym zastanowić, to lewica wypełnia zobowiązania wobec człowieka, który jeśli chodzi o istotę władzy nadal jest autorytetem i rządcą dusz.
To samo z dziennikarzami, twórcami tzw. kultury. Gdyby prześledzić, kiedy robili oni karierę, to sięgamy czasów, gdy karty w jeszcze większym stopniu rozdawał towarzysz generał.
"Rząd dusz, ciąg karier". Powiedzą, że jest Pan "oszołomem i wyznaje spiskową teorię dziejów".
Dla dociekliwych i realnie zainteresowanych prawdą to nie spisek, tylko fakty. Towarzysz generał ma za sobą towarzyszy redaktorów, towarzyszy dziekanów, towarzyszy prokuratorów. Reakcje na nasz film to pospolite ruszenie tego środowiska.
Może to nie tylko wina tzw. elit. Mam wrażenia, że dla wielu Polaków, również bardzo dalekich od środowisk, o których Pan mówi, stosunek do Jaruzelskiego zamyka w stwierdzeniu: "nie był to człowiek kryształowy, ale takie były czasy...". Niektórzy dodają nawet, że przecież był dobrze urodzony, walczył z Niemcami, UPA, może komuś się podoba, że "dał popalić" Żydom i Czechom...
To podejście do sprawy i historii w stylu "gdybym ja nie ukradł, ukradliby inni". Przez wiele lat, i w PRL, i w III RP, dokonywano ciągłego liftingu towarzysza generała. Robiono to za pomocą mediów i nic dziwnego, że coś z tych zabiegów zostało w świadomości społecznej. Szkoda, że nie mówi się głośno o sukcesie telewizji publicznej w związku z emisją tego dokumentu.
Oglądało go prawie 3 mln widzów. To najwyższa oglądalność w ostatnich latach, jeśli chodzi o dokument. Drugi obraz pod tym względem miał o połowę niższą oglądalność. Pokazuje to jak duże w społeczeństwie jest zapotrzebowanie na filmy dokumentalne. Co więcej, dyskusję po filmie oglądało 1,9 mln widzów. Dla porównania, na "Dwójce" w tym czasie był program Tomasz Lisa, którego gościem był premier Tusk, oglądało go 2,9 mln widzów.
Rozmawiał Mariusz Majewski
***
Robert Kaczmarek - reżyser, scenarzysta, producent filmowy. Od 1997 r. prezes firmy producenckiej "Biograf filmowy". Autor wielu dokumentów m.in. o Szpocie, Kisielu, Józefie Mackiewiczu.
Zobacz także:
Braun dla Fronda.pl: Cieszę się, że "Towarzysz generał" nie podoba się towarzyszowi generałowi
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

