Reżyser satyrycznego serialu "Ucho Prezesa", Tadeusz Śliwa w rozmowie z Agnieszką Kublik opowiada na łamach majówkowego wydania "Gazety Wyborczej", dlaczego zajął się kabaretem politycznym.

Dziennikarka "GW" wyraża nadzieję, że PiS straci trochę głosów przez serial.

"To jest tylko nasza interpretacja tego, co się dzieje. Choć Robert Górski ma jakiś pakt z diabłem, bo to, co on napisze w scenariuszu, później się wydarza.Niesamowita jest ta popularność. Tego się nie spodziewaliśmy. Ale jak się w reklamę „Ucha” zaangażował cały aparat państwowy, to może nic dziwnego? Przecież po pierwszych czterech odcinkach i prezes Kaczyński, i senator Bielan, i przewodniczący Czarnecki się wypowiadali. Na konferencji premier Szydło, kiedy ujawniono wizerunki protestujących pod Sejmem, jakiś dziennikarz zagadał: „Dobra, a oglądacie Ucho Prezesa ?”. Powiedziałem wtedy: „Kurczę, to jakieś wariactwo”

Wyjaśnia, że chodziło o stworzenie dobrego serialu satyrycznego na wysokim poziomie, bawiącego widzów i z klasą. Do produkcji serialu zaprosił go Mikołaj Cieślak, odtwórca roli "ministra Błaszczaka".

A później zaczęło się plucie na rząd PiS...

"Polityka mnie przeraża. U nas w serialu mamy mechanizmy władzy przerysowane, ale w prawdziwym życiu jest, niestety, podobnie. Motywy, intencje te same. Nawet porządny człowiek, kiedy wejdzie do polityki, uwikła się w tyle mechanizmów, że nie może podejmować autonomicznych decyzji. Ba, uczciwych decyzji. Nigdy nie głosowałem na PiS, więc teraz bardzo się martwię o Polskę(...)Nie mam problemu, żeby się utrzymać, nie muszę wybierać, czy kupić sobie jedzenie, czy lekarstwa. Ale nie lubię, jak ktoś za mnie decyduje, cały czas używając argumentu, że suweren wybrał, i w ten sposób usprawiedliwia wszystkie swoje błędy. Więc politycznie bardzo źle mi się żyje. Jeżeli za dwa i pół roku PiS wygra wybory, to naprawdę nie będzie tu jak żyć"- straszy. Dalej następuje całkowity odlot.

"Ale czy 500 zł jest warte tego, że nie ma Trybunału Konstytucyjnego? Że zaraz sędziowie będą musieli ogłaszać wyroki w zgodzie z linią partyjną? Że telewizja publiczna jest całkowicie zawłaszczona? Mówię uczciwie, że mnie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania, bo ja nie liczę na to 500 zł. Jakbym nie miał, to może byłbym bardziej wiarygodny".

A później już ta sama śpiewka, co w większości wywiadów z ludźmi kultury na łamach "GW"- przez 25 lat Polska rozkwitała, przyszło PiS i to wszystko niszczy...

"Coraz częściej zagraniczni przyjaciele pytają, co się dzieje. Np. czy u nas będzie dyktatura? Mój brat mieszka w Nowym Jorku na stałe, ogląda programy o Polsce i pyta, czy będę mógł przyjechać do niego za pół roku. Czy nadal będę miał paszport".

"Niszczenie państwa, jego autorytetów, instytucji to chwila, odbudowa potrwa latami. Nawet jak PiS przegra, nie od razu wrócimy do III RP"- straszy. Czyli co? Żeby było, jak było?

yenn/wyborcza.pl, Fronda.pl