Mocnym przykładem takiej postawy jest dość obleśny tekst Wojciecha Maziarskiego, który próbuje przekonać czytelników „GW”, że dziennikarze „Uważam Rze” są sami sobie winni, i że w zasadzie to oni sami wyrzucili się z pracy, a teraz dorabiają do tego ideologię. „Biją ich? Kneblują? Przecież to oni sami po zdymisjonowaniu naczelnego Pawła Lisickiego oświadczyli, że nie będą już pracować w tygodniku. Czy spełnią tę zapowiedź, to się dopiero okaże. Do weekendu wypowiedzenia złożyli tylko Marek Magierowski i Piotr Gabryel (ten ostatni zresztą jakby trzymał się na uboczu awantury)” - podkreśla Maziarski, sugerując, że wypowiedzenia powinni też składać ludzie, którzy nigdy na umowy nie byli tam zatrudnieni, a współpracowali z „Urz”.
Ale to nie koniec. Likwidacja ostatniego w mainstreamie medium niepodporządkowanego władzy ma być „banalną środowiskową awanturką”, która „wystawa złe świadectwo niepokornym”. „Cwaniactwo i nielojalność raczej nie budzą społecznej sympatii. Cała sztuka polega więc teraz na tym, by to złe wrażenie zatrzeć, zakrzyczeć. Ratujcie, Hajdarowicz i Tusk nas biją!” - oznajmia Maziarski. „Niepokorni stroją się dziś w szaty męczenników i pokazują światu rany cięte, kłute i szczypane. Niech cały naród się dowie, że na szańcach ojczyzny krew serdeczną przelewali, czerwoną jak maki pod Monte Cassino, a gdy ich reduta padła, w mroku jeszcze tliła się iskierka oporu na Twitterze” - judzi Maziarski.
A dalej nawiązuje do własnych porównań do męczeństwa i sugeruje, że istnieją już nawet relikwie „niepokornych”. „W poniedziałek na internetowej aukcji sprzedano "ołówek smoleński" Cezarego Gmyza. "Jest trochę nadgryziony z jednej strony, co świadczy o tym, że autor artykułu bił się z myślami" - napisał sprzedający. Aukcja miała być złośliwym żartem, a zakończyła się zaskakującym sukcesem: ponad 200 złotych za obgryziony ołówek z napisem "Rzeczpospolita" to nie w kij dmuchał. Znaczy, jest popyt na relikwie. To dobra wiadomość dla portalu wPolityce.pl, który dotąd handlował głównie kubkami przyjaźni polsko-węgierskiej. Teraz może asortyment poszerzyć o "ołówki smoleńskie" Gmyza. Nawet nie musi sprzedawać ołówków, tylko samą usługę, bo w relikwiach trzeciego stopnia ważny jest nie przedmiot, lecz to, że miał on kontakt z ciałem świętego. Wystarczy więc, że wierny przyśle swój własny ołówek, to mu go Gmyz za dwie dychy obgryzie i odeśle” - przekonuje Maziarski, przy okazji kpiąc z rzeczy ważnych dla katolików.
Żenada? Obciach? Pewnie, że tak. Ale przede wszystkim dowód całkowitego oddania władzuni, która o wierności reżimowych dziennikarzy nie zapomni. I może jakimś redaktorstwem naczelnym nagrodzi. Wciąż pusty jest fotel naczelnego „Rzeczpospolitej”. A zatem Maziarski do „Rzepy”...
Tomasz P. Terlikowski
