Pomysłodawcą jest członek Krajowego Komitetu stronnictwa i działacz pro-life, James Bopp Jr. Chce on, by ciało podjęło uchwałę nakazującą osobom, które chcą startować w zaplanowanych na 2010 rok wyborach do Izby Reprezentantów kandydować z poparciem Republikanów, wypełnienie testu składającego się z 10 pytań. Jeśli odpowiedzą twierdząco na 8 z 10 z nich, mogą ubiegać się o nominację. Dlaczego akurat tyle? Ponieważ 40. Prezydent USA, Ronald Reagan powiedział kiedyś, że jako swojego sojusznika traktuje kogoś, kto zgadza się z nim w 80 proc. kwestii.

Wśród republikańskich aksjomatów znalazły się m.in. sprzeciw wobec reformy zdrowotnej Baracka Obamy, sprzeciw wobec "ustawy stymulującej gospodarkę", aborcji, wycofania wojsk z Iraku i Afganistanu, a także poparcie dla swobodnego dostępu do broni. - W przeciwieństwie do socjalistycznego programu Obamy, to wierność konserwatywnym zasadom i polityce oraz republikańska solidarność są konieczne dla zachowania bezpieczeństwa naszego kraju, wolności gospodarczej i politycznej, a także naszego stylu życia – piszą w projekcie uchwały jej autorzy.

Krytycy są jednak zdania, iż pomysł nie nadaje się do realizacji. W systemie dwupartyjnym trzeba odwoływać się do umiarkowanych wyborców – twierdzą. Co więcej, nie są pewni, czy sam Ronald Reagan zdałby test. - Przecież wspierał on deficyt budżetowy, popierał politykę emigracyjną, z którą nie zgadzała się większość prawicy i wycofał marines z Libanu w 1983 roku. To są trzy punkty, które go dyskwalifikują – twierdzi były ekspert Instytutu Frasera, Tim Mak.

 

sks/Msn.com/Nationalpost.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »