Choć kryzys finansowy nie przysporzył Marksowi i Leninowi rzesz nowych wyznawców, to liczba osób udzielających się w skrajnie lewicowych organizacjach wzrosła w 2008 roku z 30 800 do 31 200. Tak twierdzi Urząd Ochrony Konstytucji, zajmujący się monitorowaniem działalności wszelkiej maści ekstremistów – zarówno rzeczywistych jak i domniemanych.

Największy przypływ członków zaliczyło stowarzyszenie „Czerwona Pomoc” (RH), zajmujące się pomocą lewicowcom oskarżonym i skazanym za posługiwanie się przemocą w walce o realizację swoich „ideałów”. Jej klientelą są m.in. członkowie Frakcji Czerwonej Armii (RAF). Wzrost liczebności organizacji o prawie 20 proc. można przypisać m.in. „solidarnościowym” wstąpieniom do RH lewaków, którzy nie zgadzali się ze sposobem, w jaki potraktowana została szefowa młodzieżówki współrządzącej SPD Franziski Drohsel. Dziewczyna została bowiem przez kierownictwo socjaldemokratów zmuszona do porzucenia skrajnej inicjatywy. Na dalszych miejscach plasują się Niemiecka Partia Komunistyczna (4200 członków) oraz Marksistowsko-Leninowska Partia Niemiec (2300 działaczy).

Przerażająca jest także liczba osób, które UOK zakwalifikowała jako „gotowe do użycia przemocy”. Jest ich, zdaniem urzędu, w całym Niemczech ok. 6300 – w razie potrzeby mogą oni liczyć na pomoc „tysięcy sympatyków”. Dodatkowo w ubiegłym roku wzrosła także liczba przestępstw i wykroczeń, których dokonała skrajna lewica i to nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale także w przeliczeniu na jednego lewaka.

Niemiecka skrajna lewica liczy więc coraz więcej, coraz bardziej agresywnych działaczy. Czy rośnie kolejna generacja RAF?

sks/Tagesspiegel

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »