W wyremontowanej stacja metra przywrócono medal ku czci obrońców Stalingradu, a także okrzyk wojenny "Dla ojczyzny – dla Stalina". Znalazło się także miejsce dla słów z radzieckiego hymnu i to jeszcze z wersji sprzed destalinizacji. - To restauracja mitu stalinowskiego – mówi Arseny Roginski z organizacji Memoriał dziennikowi "New York Times". - Jest bardzo niebezpieczny i przywraca się go w bardzo prosty sposób, pod pretekstem odnawiania architektury z pierwszej połowy XX wieku – dodaje.

Przeciętni mieszkańcy Moskwy nie widzą jednak w przywróceniu pierwotnego wyglądu dworca nic zdrożnego. - Nawet we Francji, w Paryżu, mają stację, która nazywa się Stalingrad – mówi 55-letni były oficer armii Michaił Alimow. - Cieszę się, że przeprowadzają remont tej architektury, że przywrócili napisy, które były na początku, jako hołd dla historii. Podoba mi się to. Jestem szczęśliwa – twierdzi 55-letnia dyrektorka kina Jelena Butowska.

Kobieta myli się jednak, jeśli myśli, że stacja Kurska wygląda tak, jak 1 stycznia 1950 roku, kiedy została otwarta. Dyrektor moskiewskiego metra Dymitr Gaew powiedział podczas przecinania wstęgi, że brakuje jeszcze pomnika Józefa Stalina, który zaginął.

 

sks/NYT

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »