Tony Blair przybył do Białego Domu na zaproszenie Baracka Obamy, aby wziąć udział w corocznym spotkaniu modlitewnym. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że takiego „zaszczytu” nie dostąpił jeszcze obecny premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, nie mówiąc o innych przedstawicielach europejskich państw.

Co połączyło Blaira i Obamę? Ich stosunek do religii i podobna przeszłość. Obaj dopiero jako dorośli ludzie zwrócili się ku Kościołowi. Wychowywali się w niezbyt religijnych rodzinach. Na tym jednak nie koniec. Podczas spotkania w Waszyngtonie cytowali te same fragmenty Biblii, Koranu i Tory. - Nie koordynowaliśmy tego - tłumaczył Barack Obama.

Były premier zaskoczył wszystkich swoją postawą i słowami. Jako przedstawiciel rządu Wielkiej Brytanii poparł inwazję na Irak, zezwolił na aborcję oraz dał większe prawa mniejszościom seksualnym. Teraz przedstawia się jako zagorzały katolik, który chciałby żeby religia odgrywała w świecie większą rolę.

- Nie rozumiem człowieka, który wprowadził więcej antychrześcijańskich praw niż ktokolwiek przed nim, a teraz zachowuje się w ten sposób – tak o byłym premierze piszą internauci.

- W Wielkiej Brytanii otwarte głoszenie takich poglądów uważane jest za dziwne. Dlatego jako premier Blair nigdy nie mówił o swojej wierze, choć wszyscy o niej wiedzieli. Zmienił się dopiero wtedy, gdy odszedł z urzędu - mówi Christopher Walker, były korespondent „The Times”.

Zresztą Blair przyznał się rok temu, że specjalnie nie mówił o swej religijności i wierze, bo społeczeństwu brytyjskiemu nie spodobało by się to. Jeszcze jednym powodem takiej postawy jest brytyjska konstytucja, z której wynika, że katolicy nie mogą pełnić wszystkich funkcji w państwie.

Zmiana postawy Blaira to, zdaniem ekspertów, wynik tego iż w przeszłości nie mógł on otwarcie mówić o swojej wierze. Teraz gdy nie pełni już funkcji premiera, może eksponować swój katolicyzm.

BM/RZ

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »