Oczywiście, pomijam te wszystkie skomplikowane sytuacje, w których konieczne jest wykonanie testu na ojcostwo (na przykład, kiedy jakiś nieodpowiedzialny idiota nie przyznaje się do dziecka, próbując w ten sposób wywinąć się od płacenia alimentów). Ok, takie (i inne równie pogmatwane) przypadki czasem się zdarzają i jakoś trzeba dojść do tego, who is who. Jednak wydaje mi się, że sprawa wygląda wtedy nieco inaczej – nie ma potrzeby kupowania testu na ojcostwo, bo na przykład w sytuacji, kiedy ojciec nie przyznaje się do dziecka i nie zamierza płacić alimentów, sąd kieruje go na specjalistyczne badania. Dlatego jakoś trudno mi uwierzyć, że oferta Groupona była kierowana właśnie do osób znajdujących się w takich skomplikowanych sytuacjach.

 

Wszelkie moje wątpliwości rozwiały się, kiedy bardziej wczytałam się w reklamę na popularnym portalu zakupowym. „Podobno tylko matka wie, kto naprawdę jest ojcem dziecka. Z dzisiejszym grouponem możesz przełamać jej monopol na tę wiedzę, kupując 1 z 2 grouponów na specjalistyczny test”. Aha, czyli mężczyźni, kupujcie test, bo nigdy nie wiadomo. Jeśli macie choćby cień wątpliwości, co do waszych kobiet, to niezawodny test położy im wszystkim kres i przełamie damski monopol na wiedzę.

 

Procedura nie jest skomplikowana. Mężczyzna niepewny swojego ojcostwa otrzymuje zestaw do samodzielnego pobrania materiału, próbki przesyła do laboratorium, a następnie po pięciu dniach otrzymuje wyniki. Badania są wykonywane przez Ogólnopolskie Centrum Genetyki Rex Company SA. Reklamowany na Grouponie test gwarantuje 99,99% pewności potwierdzenia ojcostwa i 100% jego wykluczenia. A to wszystko w okazyjnej cenie. Test na ustalenie ojcostwa jest dostępny w dwóch wersjach cenowych: 999 zł zamiast 1440 zł za test standard oraz 1099 zł zamiast 1750 zł za test standard z profilem genetycznym.

 

Pośród osób, do których kierowana jest oferta, w pierwszej kolejności wymienione są: „pary, które dla pewności chcą potwierdzić ojcostwo”. Dla pewności? A czemu tej pewności nie mają? Nie mam wątpliwości, że tego typu oferty to prosta konsekwencja plagi rozwiązłości. Kilka dni temu przypadkiem obejrzałam fragment głupawej amerykańskiej komedyjki, której tytułu nawet nie pamiętam, a której fabuła polegała na tym, że główna bohaterka zmienia partnerów seksualnych jak rękawiczki, a kiedy dolicza się, że w jej pochwie było już 20 różnych penisów, postanawia, że dla dobra swego organizmu jeden z tych dwudziestu zostanie jej mężem.

 

Pań o lekkim podejściu do „tych” spraw jest zapewne całe mnóstwo, ale czy to od razu przesłanka ku temu, by robić z wszystkich kobiet puszczalskie i sugerować konieczność dowodzenia ich prawdomówności za pomocą testu na ojcostwo? „Wszyscy artyści to prostytutki” - śpiewał kiedyś Kazik w jednej ze swoich kultowych piosenek. Niestety, dzięki sporej grupie pań tekst ten (z podmienionym słowem „artyści”) jest całkiem aktualny. Więc chyba nie ma co się dziwić reklamom na Grouponie...

 

Marta Brzezińska