Stan Wisconsin pracuje nad rozszerzeniem programu, który refunduje z funduszy federalnych środki antykoncepcyjne dla ubogich i osób z niskimi dochodami. Zaczął on obowiązywać w marcu 2010 roku. Wcześniej refundacja była uzależniona od określonych warunków i trzeba było ją ponawiać. Nowe przepisy mają wprowadzić stały program i szybszy dostęp do refundacji.
Obecnie do programu kwalifikują się kobiety, które zarabiają rocznie nie więcej niż 21,600 dolarów i pozostają niezamężne. W czerwcu rząd Wisconsin chce podnieść limit do 32,490 dolarów.
Jason Helgerson, dyrektor Wisconsin Medicaid zapewnia, że program eliminuje niechciane ciąże. Stan Wisconsin przeznaczył na niego tylko w 2008 roku 18,4 mln dolarów. "The Wall Street Journal" szacuje, że nawet 53 tysiące osób otrzyma gratisową "pomoc w planowaniu rodziny", za które 90 proc. kosztów zwróci się z Medicaid. Departament zdrowia szacuje, że może on zapobiec 11.064 nieplanowanych ciąż. Jest też przekonany, że zaoszczędzi to kolejnych 139 mln dolarów, które musiałyby być wydane na zapomogi dla dzieci i ich matek.
Z kolei, Richard Doerflinger z Pro-Life Activities przyznaje, że program ten nie odzwierciedla nic ponad lekceważący stosunek do kobiet. W sferze jego zainteresowania pozostaje jedynie układ rozrodczy, a celem jest to, by nic nie produkował.
Matt Sande z Pro-Life Wisconsin sprzeciwia się programowi od samego jego powstania, czyli od roku 2003. zakwestionował tłumaczenie departamentu zdrowia, że w ten sposób oszczędza pieniądze. - Wszelkie koszty i oszczędności są spekulacyjne – podkreślił Sande. Szczególnie sprzeciwił się refundowaniu antykoncepcji nieletnim. Program pozwala, aby już piętnastolatkowie otrzymywali środki antykoncepcyjne, włącznie z tzw. tabletką "dzień po". Sande zauważył, że nie są brane pod uwagę dochody rodzin nieletnich, w konsekwencji czego nawet zamożni nastolatkowie mogą zgłosić się do programu. - Prawie każdy nastolatek w Wiscinsin może zgłosić się do programu. Nie bulwersuje to podatnika? - pyta Sande.
- To kultura śmierci pełną parą – ubolewa Matt Sande. - Ciągłe forsowanie antykoncepcji to jak zielone światło do rozpoczęcia aktywności seksualnej przez młodych ludzi – konstatuje.
eMBe/CatholicNewsAgency
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

