Współczesne feministki – w przerwie między wrzaskami o prawie do własnego brzucha, imprezami, podczas których chwalą się ukrywanymi pod spódnicami atrybutami kobiecości a krwawą walką z męska dominacją – usilnie poszukują historycznych autorytetów, na których mogłyby oprzeć swoją ideologię. I tak panteon historycznych feministek rośnie w zastraszającym tempie a większość kobiet uhonorowanych członkostwem przewraca się w grobach, jako że protestować z tamtego świata dość trudno. Postanowiłem mimo wszystko pomóc bojowniczkom o wolność, równość i braterstwo płci podpowiadając jedną kandydaturę, z góry wiedząc, że narażę się nie tylko im, ale również tej wybitnej przedstawicielce rodu niewieściego.
Gdzieś w połowie XVI stulecia w królewskim mieście Tykocinie przyszła na świat córka rabina, której na imię dano Rebeka. Ojciec jej, wybitny uczony żydowski Mayer Tyktiner dostrzegł, że dziewczynka już w bardzo młodym wieku przejawiała wybitne zdolności do wszelkich nauk. Kiedy skończyła osiemnastą wiosnę życia tak doskonale władała hebrajskim w mowie i piśmie – a nie był to język używany przez Żydów na co dzień – że biegle czytała dzieła filozoficzne i torę, którą jako jedna z nielicznych kobiet mogła komentować. Nie została jednak pierwszą kobietą – rabinem, nie rzuciła się z pazurami na tradycyjnie męski fach i może właśnie dlatego jest skrzętnie pomijana przez działaczki ruchu kobiecego, które nie dostrzegają jej potencjału. Riwka (bo tak w skrócie brzmi imię Rebeka) Tyktinter zajęła się pracą literacką, jej książki wydawano w Krakowie i Pradze, co i tak jak na owe czasy było fenomenem.
Najsłynniejszym dziełem napisanym przez nią było „Meneketh Ribhka”, które traktowało o obowiązkach kobiet wobec rodziny, Boga i kraju, o ich roli w społeczeństwie. Najobszerniejszy jego rozdział poświęcony jest wychowaniu dzieci, co Rebeka uważała za podstawową i najważniejszą powinność niewiasty. Książkę napisała w języku jidysh, pragnąc trafić do jak największej liczby niewykształconych czytelniczek. Niestety wydana została dopiero po jej śmierci najpierw w Pradze a później w Krakowie. Również światu Riwka Tyktiner ukazała się dopiero zza grobu, a to za sprawą studenta seminarium duchownego w Norymberdze Jana Konrada Luffta, który zainspirowany jej dziełem napisał na jej temat rozprawę wydaną drukiem w roku 1719 „De Rebecca Polona eruditarum in gente Judaica Foeminarum rariori exemplo” czyli „O Rebece Polskiej, najrzadszym uczonych niewiast z narodu żydowskiego przykładzie”. Nie wiadomo kiedy Rebeka zmarła, skromna ta kobieta poświęcając się pracy literackiej nie pchała się na salony ani żądzy sławy nijakiej nie przejawiała. Nieznane jest również miejsce jej ostatniego spoczynku, czego żałuję bo sam chętnie bym się na jej grób udał by hołd tej wielkiej przedstawicielce niewieściego rodu złożyć.
Cóż, nie mam nadziei, że Rebeka z Tykocina zostanie przez współczesny ruch kobiecy zaliczona do autorytetów, na których wzorować się mogą jego członkinie. Książka o roli kobiety i wychowywaniu dzieci to nie jest to, czego oczekują wojujące niewiasty. Co innego, gdyby napisała coś w rodzaju „Wielkiej księgi o spędzaniu płodu”, wtedy na pewno znalazłoby się dla niej miejsce na sztandarach wszystkich „manif” świata...

