W Warszawie pracują m.in. pełnomocnicy do spraw etyki, Wisły, Euro 2012, dyskryminacji czy nieistniejącego Muzeum Komunizmu. - Aż tylu? - dziwią się warszawscy radni. „Życie Warszawy” przeprowadziło wśród nich test - mieli wymienić tych pełnomocników prezydent Warszawy, których działalność dało się dostrzec przez ostatnie lata.
Okazało się, że radni z łatwością wymienili tylko trzy nazwiska - Marka Piwowarskiego - pełnomocnika ds. zagospodarowania brzegów Wisły, Karoliny Malczyk-Rokicińskiej - ds. walki z dyskryminacją i Marcina Wojdata - pełnomocnika do współpracy z organizacjami pozarządowymi. Pozostałych trzynastu jest nieznanych nie tylko wśród mieszkańców Warszawy, ale również wśród członków Rady Miasta.
Tymczasem okazuje się, że wśród pełnomocników prezydent Gronkiewicz-Waltz jest np. Wojciech Borowik – pełnomocnik ds. Muzeum Komunizmu. Problem w tym, że o placówce tej mówiło się w 2005 roku. Do dziś nic w tej sprawie nie zostało zrobione. Muzeum nie ma, ale pełnomocnik jest i na działalność ma w budżecie ok. 100 tys. zł na rok.
Pełnomocnik to w ratuszu słowo klucz, które otwiera więcej drzwi niż zwykłemu urzędnikowi. Biura w urzędzie miasta są jak udzielne księstwa. Dyrektor jednego niechętnie będzie się podporządkowywał szefowi drugiego. A pełnomocnik to już tytuł nadrzędny. - Ta funkcja, najogólniej rzecz ujmując, nadaje prestiżu sprawie. Pokazuje szczególne znaczenie jakiegoś zagadnienia - wyjaśnia wiceprezydent Warszawy, Włodzimierz Paszyński.
żar/Zw.com.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

