W ostatnich dniach potwierdziła się wiadomość, że administracja amerykańska wyda w przyszłym roku przeszło 350 mln dol. na budowę elementów tarczy antyrakietowej w Polsce. Temat ten z jednej strony wywołuje u nas wielkie emocje, z drugiej zaś – nieco się w ostatnich latach zagmatwał w wyniku sprzecznych doniesień. Na czym więc w kwestii tarczy stoimy i jak ocenić amerykańskie działania w tej sprawie?

Sądzę, że przeceniamy znaczenie stacjonarnych elementów amerykańskiej tarczy, jakie mają być postawione w Polsce. A przecież Amerykanie budują u nas i w Rumunii urządzenia o możliwościach porównywalnych do tych, jakie osiągają okręty wyposażone w standardowy, amerykański zintegrowany system brony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej AEGIS. Takie okręty wpłynęły zresztą właśnie do Hiszpanii. Mają one zaś z punktu widzenia USA tę zaletę, że można je łatwo przebazować.

Budowa systemów antyrakietowych w Rumunii i Polsce jest, naturalnie, Europie potrzebna. Dla naszego kraju ważniejszy jest jednak własny zmodernizowany system obrony przeciwlotniczej budowany w ramach programów Wisła i Narew. Te projekty będą rzeczywiście decydować o naszym bezpieczeństwie. Są one bowiem znacznie istotniejsze niż obecność sojuszniczych instalacji, które można łatwo i szybko zbudować, a potem równie łatwo i szybko opuścić i zdemontować.

Dlatego w żadnym wypadku nie można dopuścić do tego, by jakiekolwiek sojusznicze deklaracje lub instalacje zahamowały nasze plany modernizacji polskiego systemu obrony przeciwlotniczej.

Maksymilian Dura

Tekst ukazał się w tygodniku "Nowa Konfederacja"