Obraz przedstawia monotonię życia Anny Marii (Maria Hoffstaetter), technika rentgenologa, która swój czas dzieli na pracę i działalność misjonarską. Kobieta bierze urlop, wsiada w pociąg i objeżdża Austrię z figurą Matki Bożej. Jej celem jest nawracania ludzi i uczynienia z jej ojczyzny – na nowo – katolickiego kraju.
Niemal od samego początku filmu, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z pewną karykaturą katolickiej pobożności. Kobieta obnaża się do pasa i zaczyna biczować przed krucyfiksem. Innym razem chodzi na kolanach po całym domu i odmawia różaniec. Religijnośc Anny Marii - raz po raz - zostaje zestawiona z brutalną rzeczywistością. Próby nawracania kończą się awanturami z ludźmi marginesu, którzy bardziej martwią się o zawartość butelki, niż Zbawienie.
Nie brakuje tu, typowego dla europejskiego kina, naturalizmu. Tak jak w scenie, gdy główna bohaterka niosąc figurę Matki Bożej natrafia w parku na orgię seksualną, jaką urządziła sobie grupka osób. Nie widzimy jednak pięknych, młodych, szczupłych ciał. Seidl epatuje widza brzydotą, a na pierwszy plan wysuwa się zaspokajanie typowo zwierzęcych rządz, co w Annie Marii – pełnej ewangelizacyjnego zapału – wzbudza obrzydzenie i poczucie winy. Chce za to pokutować. I tak, koło się nakręca...
Niemrawą akcję filmu ożywia pojawienie się męża kobiety – muzułamnina egipskiego pochodzenia. Mężczyzna, który od czasów wypadku, porusza się na wózku inwalidzkim – po dwóch latach rozłąki – postanawia odwiedzić żonę. Jego wizyta dobitnie pokazuje, że religijność Anny Marii jest tylko odpowiedzią neofity na samotność i dramat w życiu prywatnym. Oziębłość kobiety wobec męża pokazuje, że jej płomienne religijne deklaracje są tylko formą ucieczki od szarej codzienności. Próbą zaspokojenia silnego pragnienia akceptacji i miłości.
Niezrozumienie i różnice kulturowe, które w zaistniałej sytuacji rysują się niezwykle mocno, doprowadzają do kłótni i rękoczynów. Brak wyrozumiałości przeradza się w prywatną wojnę religijną, a ostatecznie - niechęć również do samej wiary.
Ulrich Seidl niewątpliwie poruszył ważny problem, który niewątpliwie wymaga zastanowienia. Tyle, że epatowanie obrazami zrzucania krucyfiksów, pełnego perwersji zachowania głównej bohaterki wobec figury Ukrzyżowanego czy naturalistycznym obrazem zabaw seksualnych nie przysłuży się ani debacie na poruszone kwestie, ani samemu filmowi. I tak „Raj: Wiara” dołączy do półeczki złośliwie nazywanej „kino lewackie”. A szkoda.
Aleksander Majewski
"Raj: Wiara" (tyt. oryg. "Paradies: Glaube"), reż. Ulrich Seidl, Austria/Niemcy/Francja 2012
