Czy w kontekście dzisiejszego głosowania nie powinniśmy zaproponować ustawowo, że referendum odbyć się musi jeśli popiera je określona, odpowiednia liczba osób?

Myślę, że powinno być coś takiego – trzeba by się zastanowić jaki próg określić. Rzeczywiście, jeżeli ktoś jest w stanie zmobilizować poparcie odpowiedniej liczby ludzi, to wprowadzenie takiej zasady, że wtedy obligatoryjnie władze muszą referendum w danej sprawie przeprowadzić, wydaje mi się bardzo dobrym pomysłem.

Dziś dziesięciu posłów przekreśliło jedną z największych inicjatyw obywatelskich w kraju.

To był na pewno popis czegoś co się przywykło nazywać arogancją władzy – w tym wypadku słowo arogancja jest za słabe, to była niewiarygodna bezczelność po prostu. Pokazano, że jeśli ma się większość sejmową to czy miliom, czy dwa miliony podpisów Polaków mogą iść się czochrać, bo można mieć je gdzieś, jako władza. Myślę, że nikomu nie przyszło do głowy kiedy pisano konstytucje, czy ustawy, że może kiedykolwiek dojść do sytuacji, że politycy będą się zachowywać tak bezczelnie. Nikt nie przewidział tak chamskiej propagandy, którą obecna władza uprawia, stopnia podziału społecznego wśród Polaków na tych, którzy popierają władzę i tych którzy chcą Polskę podpalić, zniszczyć i w ogóle są obywatelami drugiej kategorii i powinni być wytruci. Właściwie taki jest ton mediów w tej chwili. Nie ważne czy to jest pisowiec, czy to są Elbanowscy – każdy kto przy tej władzy się wychyli jest po prostu miażdżony propagandowo. W takiej atmosferze może dochodzić do takich zdarzeń. Nikt tego nie przewidział, bo tak było w PRL-u, myślano, że PRL już nie wróci, dlatego nikt nie pomyślał o wprowadzeniu takiej zasady, że od iluś tam głosów powinno się taki wniosek traktować poważnie. Uważano, że jak będzie demokracja to będzie dla polityków oczywiste, że jeżeli pomysł popiera pół miliona obywateli to nie można tego lekceważyć. Teraz przydałaby się taka proteza, żeby jakoś uzdrowić to nasze życie publiczne, bo klasa polityczna pokazała, że się totalnie wyalienowała i po prostu ma głęboko gdzieś swoich wyborców. W czasie kadencji oni nie mają na nią żadnego wpływu, a jak przyjdzie do wyborów to jak w Rosji wybory będą plebiscytem i władza zrobi wszystko byśmy mieli plebiscyt zamiast prawdziwych demokratycznych wyborów.

Czy to będzie kolejna sprawa, która rozejdzie się po kościach bez konsekwencji dla władz?

Konsekwencje moim zdaniem będą, ale trudno określić jakie dokładnie. Ponieważ nie mamy ani państwa, ani społeczeństwa obywatelskiego i to jest wina władz i elit, które starają się władzę sprawować na sposób feudalny. Działa mechanizm pogrążania się ludzi w apatii i bierności, a od czasu do czasu wybuchają. Sprawa tego referendum jest na pewno jedną ze spraw drążących skałę, bo to jest bezczelne pokazanie Polakom, gdzie ich ma władza. To się moim zdaniem przyczynia do tego, że w pewnym momencie wybuch nastąpi. Albo on nastąpi w sposób bezpieczny i pokojowy jak w 1989 roku, albo przybierze gwałtowniejsze formy.

Czy moglibyśmy mieć nawet do czynienia z „momentem ustrojowym” jak w czasach afery Rywina?

Tak, ponieważ – wtedy 80 proc społeczeństwa zagłosowało na partie, które obiecywały zmiany systemu, a to że spryt Donalda Tuska pozwolił oszukać społeczeństwo i to wykorzystać to jest osobna sprawa. Problem polega na tym, że w społeczeństwie nieobywatelskim, które istnieje tylko w takich zrywach, ten wybuch się dość szybko wypala i potem przed długi czas można robić z ludźmi co się chce. Tak było też w PRL – okresy odwilży i przyciskania śruby. Jeśli czegoś zasadniczo nie zmienimy to będziemy skazani na takie cykle apatii i wybuchu.

Rozmawiał Tomasz Rowiński