Zdaniem filozofki, Ziemkiewicz przesuwa się do czynnej polityki. - Ma ochotę stać się trybunem tego, w jego mniemaniu najbardziej uciśnionego, prawicowego polskiego ludu - powiedziała tygodnikowi "Newsweek". Odniosła się w ten sposób m.in. do szumu, który narobił w środowiskach prawicowych list Dawida Wildsteina do Rafała Ziemkiewicza. List dotyczył stosunku publicysty do przedwojennego polskiego antysemityzmu.
- Prawica stoi przed kluczową decyzją: czy zalegitymizować obóz radykalnie nacjonalistyczny, czy przeciwnie - odciąć się od jego niebagatelnej siły politycznej. Wśród prawicowych publicystów są w tej kwestii duże różnice. (...) List Wildsteina do Ziemkiewicza jest częścią tego sporu. Prawica musi też zdecydować, czy nadal wierzyć w Jarosława Kaczyńskiego, mimo że po raz szósty z rzędu przegrywa wybory, czy też porzucić PiS i wymyślić dla prawicy zupełnie inną formułę. Być może opartą właśnie na tym ludowym, radykalnym ruchu. Kto wie, czy nie na to właśnie stawia Ziemkiewicz? Ale dla takich ludzi jak Zaremba, Wildsteinowie, Semka, Mazurek to jest bardzo trudna decyzja - powiedziała Bielik-Robson.
Zdaniem filozofki, być może Ziemkiewicz zechce wykorzystać teraz swoją brutalną, "zdrową" siłę w polityce i wylansować się na nowego lidera. - Może mu się udać, bo Kaczyński - jak mityczny Kronos - pożera wszystkie własne dzieci: Ziobrę, wcześniej PJN. Więc jeśli prawica miałaby się odrodzić, a bardzo by już chciała, to w innej, niepisowskiej formule - stwierdziła.
eMBe/Wp.pl/Newsweek
