- Cieszę się z postanowienia sądu apelacyjnego w Radomiu o umorzeniu postępowania karnego wobec mnie, wniesionego przez oskarżyciela prywatnego, o rzekome zniesławienie osób homoseksualnych - powiedział Sławomir Adamiec. - Od początku czułem się osobom pokrzywdzoną, ponieważ formułowano wobec mnie szereg niesprawiedliwych ocen, zarzucając mi homofobiczne i nietolerancyjne postępowanie. Żądano nawet usunięcia mnie z pracy, grożono pikietami pod domem. Sąd uzasadnił, że nie obraziłem nikogo, krytykując obecność "Żywej Biblioteki" w radomskiej Resursie. Mam nadzieję, że po postanowieniu sądu zwykli ludzie i osoby publiczne, nie będą się bały wypowiadać krytycznych opinii na temat wszystkiego co stoi w sprzeczności z prawem naturalnym. Dziękuję również mojej rodzinie i wszystkim osobom, które wspierały mnie w tych trudnych dla mnie miesiącach walki o prawdę - dodał.
W uzasadnieniu wyroku czytamy, że apelacja okazała się zasadna poprzez błędne przyjęcie, że Przemysławowi Szczepłockiemu przysługuje status osoby pokrzywdzonej. Doprowadziło to do uchylenia zaskarżonego wyroku i umorzenia postępowania. W konsekwencji uznania na podstawie przepisów Kodeksu Postępowania Karnego, że Szczepłocki nie może być uznany za osobę pokrzywdzoną, sąd nie analizował pozostałych zarzutów z apelacji. Dalsza część uzasadnienia brzmiała: "Strony wcześniej się nie znały, nie kontaktowały. Oskarżeni niewątpliwie nie mieli zamiaru pomawiać Szczepłockiego jako jednostkę. Odnosili się do homoseksualizmu w ogóle, nie wskazując żadnych konkretnych grup czy jednostek".

