W niedzielę TVN24 przerwał jeden ze swoich programów publicystycznych, aby transmitować na żywo konferencję prasową Krzysztofa Rutkowskiego. - Było oburzonko serio i było zrywanie boków ze śmiertelnie poważnej redaktor Łaszcz rozprawiającej o „mamie Madzi na tropach Yeti" czy też co tam w tym odcinku pokazano – pisze Robert Mazurek w dzisiejszej „Rz”.
- Z kogo się śmiejecie, koteczki? Z mediów? - pyta redaktor. I odpowiada: „Nie, rybeńki, z siebie samych się śmiejecie. Media bez was, bez nas - odbiorców nie istnieją. Co, banał? Jasne, że tak, ale jakoś umyka on w kolejnym narzekaniu na upadek pismaków częstujących publikę koszmar-ustawką „Mama Madzi i przyjaciele". Zdaniem Mazurka,rozważania czy media są tak głupie, bo odbiorcy są idiotami, czy też to media robią z nich debili, mają sens podobny do dywagacji o pierwszeństwie jaja nad kurą.
Mazurek dodaje, że szukanie sensacji jest istotą tabloidów, więc nie ma co się oburzać. Zaś sam TVN24, jego zdaniem, nawet nie udaje, że jest czymś innym niż tabloidem. - Nie pogadamy tam, oj nie, o sporach o Obamacare czy o przyszłości sojuszu francusko-niemieckiego, nie zanudzą nas informacjami o pętaniu demokracji w Polsce (ustawa o zgromadzeniach), za to „mamę Madzi" czy lipcowe ulewy będą wałkować dniami i tygodniami – ocenia publicysta „Rz”.
Jego zdaniem, nie ma jednak sensu wieszanie kotów na mediach, bo nie inaczej wygląda w Polsce debata publiczna. - Możemy zabić posłańca, ale same listy, które nosił, nie staną się od tego mądrzejsze – konstatuje Mazurek.
eMBe/Rp.pl

