Marta Brzezińska: Jeden z uczestników Pańskiej wycieczki zawiesił w Parlamencie Europejskim krzyż. Na swoim blogu poinformował Pan o wszczęciu śledztwa w tej sprawie. Czy wiadomo już coś więcej?

 

Ryszard Czarnecki: W ostatni czwartek dwukrotnie została przesłuchana moja asystentka, która pilotowała wycieczkę po Parlamencie Europejskim. Uczestnik tej wycieczki zawiesił w PE krzyż. Kobieta została przesłuchana przez jedną osobę, a następnie szefa ochrony Parlamentu. Według mojej wiedzy, ja także mam zostać przesłuchany. Nieoficjalnie, od jednego z członków władz Parlamentu dowiedziałem się, że mogę otrzymać wysoką karę finansową za to, że uczestnik mojej wycieczki „przemycił” i powiesił krzyż.

 

Jakiego wyniku śledztwa się Pan spodziewa?

 

Oczekiwałbym, że Parlament Europejski, a więc siłą rzeczy, reprezentujący kontynent, który wyrósł z tradycji chrześcijańskiej, nie będzie nikogo karał za to, że przez cztery dni w jedynym z pomieszczeń wisiał krzyż powieszony przez obywatela jednego z krajów członkowskich Unii Europejskiej. Byłby to chichot historii. Przecież Europa jest kontynentem zbudowanym na chrześcijaństwie.

 

Oczywiście nie mam nic przeciw krzyżowi w przestrzeni publicznej, także w PE, ale czy jego zawieszenie przez uczestnika Pańskiej wycieczki nie było po prostu samowolką, wykroczeniem? W związku z tym, tego, kto się dopuścił tego czynu, spotka kara.

 

Wystarczającą karą dla nas wszystkich jest to, że krzyż zniknął po czterech dniach. Uważam, że nakładanie kolejnych kar byłoby wysoce niewłaściwe.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska