„Gazeta Wyborcza” zamieściła na swoich łamach szalenie „odkrywczy” wywiad z prof. Bogusławem Pawłowskim, który już w pierwszym zdaniu stwierdza, że nie używa określeń takich jak „gej” czy „lesbijka”, bo mają one wciąż pejoratywne skojarzenia. Zamiast tego profesor Uniwersytetu Wrocławskiego zaleca takie eufemistyczne terminy jak „atypowość seksualna” czy „homoseksualizm”.
Dalej jest tylko lepiej, w sensie „gorzej”. Wspomniana „atypowość seksualna” nie jest zdaniem Pawłowskiego zła, ale neutralna. - A nawet można by się w niej doszukiwać różnych plusów. Bo jeśli ktoś jest typowy, to jest przeciętny – mówi profesor. Czyli, generalnie hołduje zasadzie „wyróżnij się, albo zgiń”. A, że to wyróżnienie się niczym godnym uwagi, a co więcej „chorym”, to już mniej ważne. To tak, jakbyśmy gloryfikowali wszelkie inne dewiacje, bo na tle zwykłych, szarych, smutnych „heteryków” czymś się przecież wyróżniają.
Następnie profesor i odpytujący go dziennikarz „GW” biorą się za poszukiwanie przyczyn niechęci heteroseksualnych mężczyzn względem gejów. Zdaniem Pawłowskiego heteroseksualni mogą patrzeć na geja, który jest tym "pasywnym", jak na kogoś gorszego, tego, który ulega innym, zachowuje się w sposób mało męski.
Po czym Pawłowski przechodzi do odkrycia najbardziej skrywanej tajemnicy homofobów. - Co ciekawe, badania wskazują, że pornografia homoseksualna silniej pobudza tych heteroseksualnych mężczyzn, którzy są homofobami. Według jednej z hipotez wyjaśniających to zjawisko homofoby podniecają się prymitywnymi zachowaniami (gestami) dominacji, które wskazują na wyższy status mężczyzny aktywnego – mówi. No i wszystko jasne. Tak plują jadem na „homosiów”, a w zaciszach swoich chatek podniecają się męskim porno.
Ale najciekawiej robi się, kiedy prof. Pawłowski dochodzi do wniosku, że heteroseksualni mężczyźni powinni się z gejów cieszyć, bo przecież nie stanowią oni dla nich konkurencji w rywalizacji o kobietę. - Z drugiej jednak strony, potępiając męski homoseksualizm, heteroseksualiści dziwnie reagują. Bo przecież im mniejsza konkurencja, tym dla nich lepiej! Szczególnie w interesie młodych mężczyzn leży jak największa liczba gejów w grupie, bo dzięki temu mogliby mieć łatwiejszy dostęp do kobiet i więcej partnerek – zachęca naukowiec.
Poziom absurdu osiągnięty, a nawet przekroczony. Analogicznie można spreparować rozwiązanie na dziesiątki młodych singielek, które nie mogą znaleźć sobie partnera. Niech część z nich „zaprzyjaźni się” z koleżankami, ta druga część niech się zacznie z tego cieszyć i kandydat na męża sam przyjdzie z bukietem kwiatków i pierścionkiem zaręczynowym.
Ale prof. Pawłowski dalej brnie w swoje homoteorie o pożytku, jaki z gejów mają społeczeństwa, przywołując np. hipotezę mówiącą o tym, że geny odpowiadające za męski homoseksualizm zwiększają sukces reprodukcyjny kobiet albo o tym, że geje inwestują w dzieci swoich braci i sióstr i,choć sami się nie rozmnażają, to zwiększają szanse przetrwania swoich genów przez krewnych.
Zaiste, z prof. Pawłowskiego także jest wielki pożytek. Dla "Gazety Wyborczej".
Marta Brzezińska

