Gliwice były pierwszym dużym, górnośląskim miastem, które przed wojną należało do Niemiec. Rosjanie wkraczali na teren wroga, przestał ich obowiązywać stalinowski ukaz nakazujący karać natychmiastowym rozstrzelaniem każdego, kto dokona gwałtu, rabunku czy innej zbrodni na terenach niebędących przed wrześniem 1939 pod władaniem III Rzeszy. Zastąpiła go propagandowa myśl Ilji Erenburga, nakazująca zemstę na każdym „Giermańcu”. Po przejściu dawnej granicy krasnoarmiejcy mogli sobie pozwolić na wszystko. I pozwalali.
„Przed sądem staje Emma D., lat 33, córka Franciszka i Ewy, córka wnioskodawczyni i mówi: Paweł B. był moim ojczymem. W nocy z 6 na 7 lutego 1945 r. weszli dwaj żołnierze rosyjscy do naszego mieszkania i zażądali od nas kwatery. Ulokowali się w izbie, w której ja spałam. Potem zapukał ktoś w nocy do mego pokoju i wołał, żeby otworzyć. Poznałam głos ojca. Rosjanie z mego pokoju wyszli i po chwili usłyszałam 2 strzały w sieni. Po 10 minutach Rosjanie wrócili i powiedzieli mi, że zastrzelili mego ojca. Równocześnie zapytali, czy jest mi żal mojego ojca. Chciałam wyjść z pokoju, ale nie pozwolili. Wygrażali przy tym rewolwerem. Rano spostrzegłam ślady krwi w sieni i 2 łuski po nabojach. Ciała ojca nie mogliśmy znaleźć. Przypuszczam, że Rosjanie zabrali je na auto ciężarowe, którym rano odjechali. Rosjanie ci więcej się u nas nie pokazali”. Z innych zeznań wynika, że Paweł B. zareagował na krzyki gwałconej pasierbicy. Zginął, bo chciał ją ocalić.
25 stycznia sowiecka armia wkroczyła do Bytomia. Miechowice, ówcześnie podbytomska wieś, zostały zajęte przez „rosyjskich żołnierzy w zielonych mundurach o twarzach o azjatyckim wyglądzie” (to cytat z zeznań mieszkańców), którzy z miejsca rozpoczęli rzeź. Sowieci wchodzili do piwnic, z których wyciągali mężczyzn i na miejscu rozstrzeliwali. Ze szczególnym zaangażowaniem poszukiwali kalek, uznając, że to żołnierze, którzy rany odnieśli na froncie. Mordowali ich bez litości. Nie oszczędzali też duchownych. Ksiądz Jan Frencel spieszył z ostatnią posługą do jednej z ofiar. Jego ciało rozpoznano po koloratce po ekshumacji zwłok ze zbiorowej mogiły. Śledztwo wykazało, że zamordowanych zostało co najmniej 380 osób, z czego zidentyfikowano nieco ponad dwieście.
„Słyszałam, że żołnierze zgwałcili, a następnie zastrzelili zakonnice z klasztoru benedyktynek w Gliwicach. Widziałam masakrę mężczyzn w domu przy Annabergstrasse 38 w Gliwicach” opowiada o tamtych czasach Adelheid S. Miała wtedy niewiele ponad jedenaście lat. Obrazy barbarzyństwa, którego była świadkiem, pozostaną w jej pamięci do końca życia. Wielu współczesnych nam komentatorów tamtych wydarzeń tłumaczy Rosjan tym, że Niemcy podobnie zachowywali się na ich terenach, mówi, że była to uprawniona zemsta, odwet za własne cierpienia. Problem w tym, że niemieccy zbrodniarze uciekli przed sowietami w głąb Rzeszy a na miejscu pozostali autochtoni, ludzie niemający niczego wspólnego z mordami i okrucieństwem nazizmu. Wielu z nich, jak choćby część śląskich powstańców i ich rodzin, wyczekiwało Rosjan z nadzieją na odzyskanie wolności. I odzyskali ją. Doczekali się spokoju mogiły, wolności Bożej, której nikt i nic nie jest w stanie odebrać.
27 stycznia w Przyszowicach czerwonoarmiści po „wyzwoleniu” gminy zamordowali co najmniej 68 osób. Pośród nich znajdowali się Węgrzy i Włosi, więźniowie Auschwitz, którym udało się uciec z osławionego „marszu śmierci”. Trzeba zaznaczyć, że Przyszowice należące administracyjnie do gminy Gierałtowice, były ostatnią polską miejscowością przed granicą z Rzeszą, wcieloną do macierzy w wyniku plebiscytu w roku 1921. Sowieci, którzy nadeszli od strony Gliwic, byli przekonani, że są już na terenie „giermańskim” i mogą robić, co chcą. Od ich kul zginął 78 letni Teodor Klimek, powstaniec śląski. Był najstarszą z ofiar.
„Mama z babcią uciekły w głąb wsi, a dziadek nie chciał opuścić mieszkania. Był już chory i niesprawny, został w łóżku. Tam jego ciało odnalazła rodzina. Rosjanie ukradli, co się dało, a dziadka postanowili spalić z domem. Gdy ustała strzelanina, Franciszek Brzóska wziął białą flagę i z Piotrem Pierzchałą poszli sprawdzić, co dzieje się w ich domach. – Jestem Polakiem, nic mi nie zrobią – tłumaczył matce, która próbowała go zatrzymać. W czasie drogi podjechał do nich samochód z Rosjanami. Świadek zdarzenia zauważył, że Brzóska próbuje coś wyjaśnić żołnierzom, ale ci wyjęli broń i go zastrzelili.” - takich opowieści można znaleźć wiele. Sowieci pałali żądzą mordu i zemsty, pamiętali niemieckie wyczyny na ich ziemi, pamiętali Stalingrad, Łuk Kurski, Moskwę. Pamiętali masowe mordy, wysiedlenia i wszystkie okrucieństwa najeźdźców. To, po części, tłumaczy ich zachowanie, ale w żadnym wypadku nie usprawiedliwia. Instytut Pamięci Narodowej uznał działania stalinowskich okupantów na Śląsku, Pomorzu, Warmii i w innych regionach naszego kraju za zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciwko ludzkości. Dokładnie w ten sam sposób zostały potraktowane „wyczyny” Niemców. Różnica polega na tym, że nasi zachodni sąsiedzi po dziś dzień próbują odkupić swoje winy, a Rosjanie nawet nie uznali, że było w ich działaniach coś złego...
Nazwiska żyjących jeszcze ofiar i świadków celowo skróciłem do jednej litery. Po tylu latach cierpień, milczenia i noszenia piętna „nazisty” zasługują na odrobinę spokoju i szacunku.

