Marta Brzezińska: Coraz częściej docierają do nas informacje, że kościoły katolickie nie tylko pustoszeją, ale są burzone i wystawiane na sprzedaż. Potem zamienia się je w magazyny, restauracje, mieszkania, a nawet parki rozrywki. To jakiś znak czasu, że dziś ze świątyni coraz częściej (i to z szerokim przyzwoleniem społecznym!) robi się na przykład dyskotekę?
Ks. Robert Skrzypczak: To z całą pewnością są zjawiska, potwierdzające pewien proces, który dzieje się pośród nas już od dwustu lat, ale który ostatnio nabiera szczególnej intensywności. Ten proces nazywamy sekularyzowaniem się życia człowieka albo desakralizacją. Wiąże się on z utratą poczucia obecności Boga w świadomości wielu chrześcijan, katolików. Ta utrata powoduje pojawienie się wielkiej przepaści pomiędzy sferą życia, którą nazywaliśmy kiedyś profanum, a sacrum, czyli tym miejscem, gdzie obecny jest Bóg. Niestety, desakralizacja powoduje, że przestrzeń sacrum zostaje coraz bardziej zepchnięta w sferę życia prywatnego, subiektywnego, pewnej ludzkiej dowolności, widzi-mi-się. Efektem tego jest oderwanie wielu ludzi od praktyki kościelnej, sakramentów, potrzeby utożsamiania się z własną parafią, proboszczem, biskupem.
To mi przypomina coraz modniejsze hasła, że wiara jest prywatną sprawą każdego z nas i nie ma dla niej miejsca w przestrzeni publicznej.
Dokładnie. Katolicyzm staje się dziś bardzo zinterioryzowany, to znaczy prywatny, wewnętrzny. To jest coś, na co zwracał uwagę – jak udało mi się ustalić – Karol Wojtyła już w latach '50, kiedy miał okazję podróżować po Europie Zachodniej, zwłaszcza Francji i jej środowiskach robotniczych. Tam zauważył coś odwrotnego do tego, co w Polsce było jeszcze w miarę silne. O ile u nas ludzie ze wsi, pracownicy fabryk,robotnicy trzymali się blisko Kościoła, o tyle na Zachodzie następował ruch odwrotny. Ci prości ludzie pracy, pragmatycy oddalali się od Kościoła. Wojtyła mówił, że katolicy, choć jeszcze tkwią w tradycji katolickiej, chrzczą dzieci, przygotowują je do Pierwszej Komunii, biorą śluby kościelne, to odłączyli się już od nadprzyrodzonych źródeł. W wielu miejscach tradycja katolicka stała się tylko czymś przeżywanym z rozpędu, powierzchownie, zewnętrznie. Człowiek stracił wewnętrzną więź z żywym Bogiem, ze Zmartwychwstałym Chrystusem, z Trójcą Świętą. Przestał być dokarmiany, odżywiany. Stracił fundament, którym jest wiara. Poddając się inercji życia, ludzie zaczynają tracić sens kontynuowania tylko samej zewnętrznej praktyki, zewnętrznej tradycji, stąd puste kościoły, kaplice. To pewien znak czasu i wielkie wyzwanie dla nas chrześcijan, ludzi Kościoła.
Właśnie, co jako chrześcijanie powinniśmy w tej sytuacji robić? Godzić się na to, by świątynie były zamienianie na puby, czy może zacząć protestować? Tylko pojawia się pytanie, czy to cokolwiek zmieni.
Oczywiście, że nie. Bóg mówi do nas poprzez fakty. Podam taki osobisty przykład, jak Bóg przemówił do mnie. W Amsterdamie znalazłem piękny, gotycki kościół, który musiał zmienić właścicieli. Wspólnota katolicka tak się zredukowała, że nie miała możliwości dalszego utrzymywania świątyni, więc został sprzedany. Najpierw otworzono w nim księgarnię, potem hotel, a następnie dom publiczny. To był znak, który mną wstrząsnął. Ale takich znaków jest oczywiście w Europie o wiele więcej – takie rzeczy dzieją się we Francji, północnych Włoszech, Niemczech. Polacy nie mają jeszcze do czynienia z koniecznością sprzedaży kościołów, ale dochodzi już do nas do sytuacji, kiedy kilka parafii jest obsługiwanych przez jednego księdza. Niebezpieczeństwo desakralizacji może jednak wyglądać w Polsce inaczej. Będziemy mieli stosunkowo dużo księży i kleryków, a mało wiernych, czyli może dojść do przerostu hierarchii nad odchudzonym ludem Bożym.
Jak temu zaradzić?
Oczywiście, Kościół nie jest naszą własnością. Kościół należy do Boga i to On zawsze znajduje środki zaradcze. W Talmudzie są takie piękne słowa, że „Bóg, zanim kogoś zrani, ma już przygotowane opatrunki”. Bóg, przewidując, a także dopuszczając pewien znak czasu, katechezę faktów, desakralizację, a nawet oddalanie się człowieka, jednocześnie przygotowywał pewne remedium, jakim w tym przypdku był Sobór Watykański II. Karol Wojtyła, który uczestniczył w soborze, pisząc w '68 roku list do jednego z francuskich teologów, stwierdzał, że to, co dzieje się na Soborze Watykańskim II to przygotowywanie przez Boga antybiotyku na nadchodzący kryzys. Janowi Pawłowi II od samego początku towarzyszyła bardzo silna intuicja, pewna myśl prorocza, że mamy do czynienia z nadchodzącą nową wiosną Kościoła. Mimo tego, że znaki zewnętrzne mówiły coś zgoła innego, Jan Paweł II zapowiadał odrodzenie się chrześcijaństwa, a jednocześnie wzywał cały Kościół do nowej ewangelizacji. Równolegle z tymi procesami desakralizacji zaczęły pojawiać się w Kościele coraz to nowe objawy działania Ducha Świętego.
Jakie to znaki?
Tymi znakami były pojawiające się nowe ruchy, nowe wspólnoty chrześcijańskie. Zaczęły one odkrywać na nowo cudowne narzędzia prowadzenia ludzi do wiary, którymi Kościół już się posługiwał, jak na przykład katechumenat. Pojawił się też nowy impet misyjny. My dziś mamy do czynienia właśnie z tym, że z jednej strony widzimy jak pewna postać duszpasterstwa, pewna postać chrześcijaństwa umiera. Mam tu na myśli to tradycyjne duszpasterstwo skoncentrowane na sakramentach, na hierarchii, a katechizmie. Pojawia się coraz częściej inna postać obecności życia Kościoła, która rodzi się w ludziach, tworzących się wspólnotach, w nowej kościelnej formacji, w nowej gorliwości ewangelizacyjnej. Jan Paweł II w '85 roku na koniec synodu biskupów poświęconego ewangelizacji Europy, powiedział, że dziś potrzeba odwagi, by umieć zauważać, w których miejscach przejawiają się znaki działania Ducha Świętego. Trzeba mieć równocześnie odwagę, żeby opuszczać obumarłe schematy i podążać za tymi znakami, w których Duch Święty manifestuje swoje życie.
Podsumowując, co na dzień dzisiejszy my, katolicy możemy robić?
Przede wszystkim, iść za tym, co nieustannie powtarzał Jan Paweł II i do czego dziś nawiązuje Benedykt XVI. Iść za tym, co swoim uczniom wskazywał Chrystus Zmartwychwstały. Oni byli w rozsypce, kryzysie. Niektórzy rozbili się o krzyż, gorszyli się cierpieniem, poddawali się nihilizmowi. Chrystus Zmartwychwstały przychodził i mówił: „Nie lękajcie się”. Wam się nie wolno lękać. To wszystko jest jednym wielkim wezwaniem do nawrócenia. Zaczynając od nas, duchownych, wszyscy potrzebujemy nabrać na nowo przekonania do żywego, Zmartwychwstałego Chrystusa, który jest obecny w Kościele. To do Niego należy inicjatywa. My jedynie możemy reagować na Jego działanie. To znaczy, że mamy nieustannie się nawracać i odzyskiwać wrażliwość na to, co Bóg w tej chwili chce robić w świecie i jaki sposób chce prowadzić Kościół. Na pewno wielkim znakiem dla nas chrześcijan może być Maryja Dziewica. Ona od jakiegoś czasu także zostawia w świecie pewne wskazówki, sygnały.
Ma Ksiądz na myśli objawienia?
Znaczącym było dla mnie to, co dwa lata temu powiedział kard. Schönborn podczas wizyty w Medjugorie. Po powrocie zwołał konferencję prasową i podkreślił, że jeśli chodzi o same objawienia maryjne, on nie czuje się kompetentny, by je komentować, czy oceniać. To należy do Magisterium Kościoła. Natomiast to, co uderza w Medjugorie, to pojawiające się na nowo znaki życia chrześcijańskiego, które przejawiają się w nawróceniach życia, w przebaczających sobie małżonkach, w otwarciu na potomstwo, w wychodzeniu z nałogów, w odradzającym się życiu duchowym. On, jako pasterz, był bardzo zainteresowany tym, żeby śledzić sposób interweniowania Maryi w historię tego pokolenia. Tak, jakby Maryja sugerowała nam, w którą stronę prowadzić duszpasterstwo Kościoła, inspirowała do tego.
Maryja zajmowała też znaczące miejsce w pontyfikacie Jana Pawła II.
Jan Paweł II bardzo uważnie śledził interwencje Maryi w świecie, traktując je jako pewne drogowskazy, wskazówki zostawiane mu z nieba, jak ma prowadzić pontyfikat. To jest pewna sztuka rozeznawania duchowego, która jest potrzebna papieżowi, biskupowi, kapłanowi, ale także każdemu z nas. Rozeznanie bierze się jednak w ponownego otwierania się na działanie Jezusa Chrystusa, oddawania samego siebie do dyspozycji Pana Boga, pozwalania, by Bóg nas wewnętrznie wskrzeszał, odradzał. Ale bez strachu. Nie wolno się bać.
Rozmawiała Marta Brzezińska
Portal Fronda.pl zaprasza na autorskie spotkanie z ks. Robertem Skrzypczakiem, autorem książki "Chrześcijanin na rozdrożu, które odbędzie się 21 maja (poniedziałek) o godz. 17:00 w klasztorze ojców franciszkanów w Krakowie.


