Linda is raped every day - Linda jest gwałcona codziennie.

     

Linda was raped yesterday - Linda została zgwałcona wczoraj.

     

Tom will rape Linda tomorrow - Tom zgwałci Lindę jutro.

     

Miss Puff won 't be raped by this man - Panna Puff nie zostanie zgwałcona przez tego człowieka.

     

She won't have been raped by the end of 2000 - Ona nie zostanie zgwałcona do końca 2000 roku (biedna brzydulka!).

 

Tom is raping Linda - Tom właśnie gwałci Lindę.

 

Gdyby powiedzieć komuś, że to cytaty żywcem wzięte z podręcznika do nauki języka angielskiego, chyba mało kto dałby wiarę. A jednak. O tym, że książka „Angielskie Czasy – już prościej wytłumaczyć się nie da!” zawiera porażające zdania zaalarmowała matka dziecka, które kupiło podręcznik. Książką autorstwa Walta Warena już zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich, którego zdaniem padające tam sformułowania nie tylko naruszają godność innych osób i wpływają na traktowanie kobiet, ale nawet mogą prowokować do zachowań przestępczych na tle seksualnym.

 

- Takie formy przekazu są degradujące w stosunku do kobiet oraz uprzedmiatawiają je i traktują w charakterze obiektów seksualnych - czytamy w piśmie Rzecznika Praw Obywatelskich, prof. Irey Lipowicz. Zdaniem Anny Błaszczak, zastępcy dyrektora zespołu prawa konstytucyjnego i międzynarodowego w biurze RPO, to „skandaliczny przykład dyskryminacji, która rzadko się teraz zdarza”. RPO zwrócił się do Pełnomocnika ds. Równego Traktowania o "podjęcie działań zmierzających do wyeliminowania opisanych praktyk".

 

Jak podał TVN24, „Oficyna NAJA-press” tłumaczy, że temat poruszony w podręczniku nie jest nowy, pojawił się 20 lat temu i już wtedy przyciągał uwagę mediów. - To temat wakacyjny. Proszę z niego zejść – uciął rozmowę z TVN24 przedstawiciel wydawnictwa.

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej zwraca jedynie uwagę, że "publikacja nie jest podręcznikiem i nie została dopuszczona do użytku szkolnego". W związku z tym nawołuje, by w odniesieniu do tej książki nie używać mylnie terminu "podręcznik", bo wprowadza to w błąd opinię publiczną.

 

Rozumiem, że jednym z celów stawianych sobie przez lektorów czy twórców językowych kursów, jest przygotowanie studenta do naturalnego, swobodnego porozumiewania się w różnego typu sytuacjach. Stąd symulacje pewnych wydarzeń, aby kursant potrafił zrobić zakupy w sklepie, wytłumaczyć lekarzowi, co mu dolega, czy wsiąść w odpowiedni pociąg. Rozumiem też, że tematyka wakacji niektórym kobietom niestety może kojarzyć się z przykrością, jaką była napaść na tle seksualnym – rzeczywiście, w ciepłe letnie miesiące do takich incydentów dochodzi częściej. Wydaje mi się jednak, że kobiecie, która niestety padła ofiarą gwałtu całkowicie wystarczy znajomość słowa „rape”, natomiast naukę czasów można przeprowadzić na tysiącach, jeśli nie setkach tysięcy innych przykładów.

 

Jednak zdaje się, że twórcy podręcznika przyświecał nieco inny cel. Czyżby chciał pokazać, że gwałt może być czymś przyjemnym, czymś, co należałoby mieć w wakacyjnym bagażu wspomnień? Bo jak inaczej wytłumaczyć zdania typu: „Ona nie zostanie zgwałcona do końca 2000 roku (biedna brzydulka!)”, czy „Linda miała nadzieję, że zostanie zgwałcona przed nadejściem lata”?

 

Być może to zbyt daleko idące porównanie, ale od razu na myśl przychodzą mi wydawane przez homolobby książeczki dla dzieci, w których mali bohaterowie mają po dwie mamusie albo dwóch tatusiów. Albo usilne starania pedofilów (vide: konferencja w Baltimore), by zmienić definicję pedofilii. Panowie ze skłonnościami do wykorzystywania seksualnego nieletnich w bardzo lekceważący sposób dyskutowali o gwałcie na dzieciach i postulowali, by sklasyfikować pedofilię jako... normalną orientację seksualną. Uczestnicy konferencji piętnowali także „stygmatyzowanie pedofilów”, bo ich zdaniem ludzie rodzą się z pociągiem do dzieci, nie można ich więc ani wyleczyć, ani dyskryminować.

 

Być może zdania zawarte w książce to nauki angielskiego to jakiś makabryczny żart albo rażące przeoczenie. Bardzo chciałabym, żeby tak było. Bo jeśli było to zamierzone działanie zakrojone na to, aby pomniejszyć przestępczy, żeby nie powiedzieć zbrodniczy, wymiar gwałtu i sprać ludziom mózgi zdankami typu „Linda była szczęśliwa, że zostanie zgwałcona” to jest to po prostu chore.

 

Niestety, nie od dziś wiadomo, że za wszelkiego typu dewiacjami seksualnymi stoją potężne lobby i ogromne pieniądze. Dlatego ktoś może wydać sobie książeczkę ukazującą gwałt jako fajne przeżycie albo bajeczki dla dzieci o dwóch mamusiach. Wszystko po to, żeby jak najbardziej zaciemnić wymiar moralny pewnych spraw, żeby rzeczy chore i nienormalne przedstawiać jako coś oczywistego, naturalnego. W końcu, jeśli oswoi się ludzi z takimi treściami, to w jakiś sposób oni sami, znieczuleni przejdą nad tym do porządku dziennego. Ale nie robi się tego inaczej, jak tylko polityką małych kroków, tak, aby cały proces przebiegał w miarę niezauważenie. I to jest w tym wszystkim najgorsze...

 

Marta Brzezińska