Za kilka dni zapadną decyzje zaostrzające rygory związane z zawarciem małżeństwa. Rygorystyczne procedury będą omawiane podczas Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie. Jak poinformował „Dziennik Polski”, w grę wchodzi przedłużenie nauk przedmałżeńskich i specjalne ankiety do wypełniania przez narzeczonych.
Zdaniem o. Piotra Idziaka SJ, koordynatora Spotkań Małżeńskich w diecezji kaliskiej, decyzja o przedłużeniu okresu narzeczeństwa jest skutkiem tego, że coraz mniej ludzi jest dojrzałych do podjęcia odpowiedzialności za drugą osobę. W jego ocenie, młodzi ludzie mają także problem z samowychowaniem, a rodzina dziś nie jest wystarczającym autorytetem. - Rodziny są rozbite, pracujemy coraz dłużej, nie mamy czasu dla dzieci. Także szkoła została pozbawiona swojej ważnej funkcji, jaką jest wychowanie młodego człowieka. Właściwie, nie wiadomo od kogo ma się on dziś uczyć odpowiedzialności i samowychowania – mówi o. Piotr Idziak SJ w rozmowie z portalem Fronda.pl. Jego zdaniem, efekt jest taki, że coraz więcej młodych nie jest gotowych, by nieść ciężar małżeństwa.
Duchowny jest przekonany, że kursy przedmałżeńskie w obecnej formie nie są wystarczającym przygotowaniem. Bywa, że są tu długie wykłady, na które młodzi przychodzą z kartką po podpis, i to jest ich jedyną motywacją. O. Idziak uważa, że takie wydłużenie przygotowania jest tym bardziej potrzebne, im więcej rozwodów, zwłaszcza wśród ludzi młodych. - Nie są gotowi nie tylko do brania odpowiedzialności za siebie wzajemnie, ale i za dzieci, które potem najbardziej dotyka ciężar rozwodu. Tragedia tych maleństw jest przeogromna – ubolewa jezuita.
Czy jednak młodzi ludzie nie odbiorą decyzji o przedłużaniu narzeczeństwa jako kolejnej bariery i utrudnienia ze strony Kościoła? - Wydłużanie i „rozciąganie” okresu narzeczeństwa nie każdemu to się spodoba – wszak młodzi ludzie są niecierpliwi – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl trzydziestoletni Marek, który wraz ze swoją wybranką niebawem zamierza rozpocząć okres przygotowania do małżeństwa. Dodaje, że z opowiadań ludzi, którzy obecnie są już małżonkami wynika, że często kursy przedmałżeńskie traktowane są po „macoszemu”, zarówno przez przyszłych współmałżonków jak i osoby, które je prowadzą (nie tylko duchowne).
- Samo przedłużanie okresu przygotowania na pewno niczego nie zmieni – nie ma wątpliwości o. Idziak. - Chodzi o to, by ten czas owocnie przeżyć. Potrzeba autorytetów, które będą prowadzić tych młodych ludzi. Podczas spotkań z młodymi, w których biorę udział, dostrzegam, jak bardzo łakną oni dobrych wzorców, których niestety nie mają wokół siebie – mówi o. Idziak i dodaje, że konieczne jest stworzenie struktury, która pomoże zaczerpnąć z tego bogactwa. Jego zdaniem, Kościół początkowo może spotkać się z oporem młodych, ale jeśli za przedłużeniem okresu narzeczeństwa pójdzie także duch, spotkania będą prowadziły osoby z charyzmą, to przyniesie to dobre owoce.
- Narzeczeństwo, to już nie jest zwykłe „chodzenie” ze sobą, ale wyższy pułap znajomości (oczywiście, może to być także okres wielu rozczarowań, które sam wcześniej przeżyłem). Sądzę, że ludzie dojrzali i traktujący sprawy Miłości oraz Wiary z należytą powagą, nie będą mieli nic przeciwko pomysłowi Benedykta XVI, a dodatkowo zyskają, jeśli Kościół także przygotuje się lepiej pod kątem organizacji - dodaje Marek. Mężczyzna nie ma jednak wątpliwości, że nie da się wypracować formuły, która będzie pasowała wszystkim. - Dobrze wiemy, że śluby często biorą osoby niekoniecznie związane w swoim życiu z Kościołem, a które ulegają bardziej „naciskom” rodziców – ta grupa zapewne będzie odczuwała swojego rodzaju oburzenie, bo po co ta „katolicka hipokryzja”?! Jednak pomysł wart jak najszybszego wprowadzenia. Małżeństwo jest tematem nadrzędnym, to ono jest opoką tego, jak będzie wyglądała przyszłość nasza i naszych dzieci, wnuków. Przekazywanie właściwych wzorców i wartości może wiele zmienić na lepsze, a to wymaga poświęcenia od nas samych – bo w końcu kto ma się starać? - konstatuje Marek.
Marta Brzezińska

