Kilka dni temu pisałam na portalu Fronda.pl o porannym programie TVP2, w którym goście i prowadzący dali się ponieść wodzom fantazji i krótko po godzinie 9 (rano!) opowiadali, jak to niby kobiety marzą o tym, żeby zostać zgwałconymi. Co więcej, panie przekonywały także, że obiektem kobiecych fantazji jest seks z czarnoskórym kochankiem albo z dwoma mężczyznami jednocześnie. A to wszystko w wakacyjny poranek, kiedy większość dzieciaków beztrosko skacze po kanałach w poszukiwaniu czegoś dla zabicia nudy...

 

Po programach typu „Pytanie na śniadanie” czy „Dzień Dobry TVN” chyba już nikt nie spodziewa się rzetelnych dyskusji na poważne tematy, ale obserwując co jakiś czas jałowe debaty, które z wytężonymi zmarszczkami na czołach koordynują prowadzący, nie sposób nie odnieść wrażenia, że telewizja śniadaniowa to pasmo przeznaczone albo dla debili, albo dla osób, które bezrefleksyjnie łykają serwowaną w nich papkę i debilami wkrótce się staną.

 

Kilka dni temu jednym z tematów poruszonych w „Pytaniu na Śniadanie” była kwestia leczenia homoseksualizmu. Znowu, bo pierwszy raz telewizyjna Dwójka poruszyła tę kwestię w czerwcu. Jednak, jak kilkakrotnie podkreśliła pani Marzena Rogalska, temat powrócił w programie, bo jego widzowie zarzucili autorom stronniczość. Zanim opiszę „mądrości” z ostatniego materiału, cofam się do tego czerwcowego. Kogo twórcy zaprosili do studia? Krystiana Legierskiego, prof. Zbigniewa Lwa Starowicza i Tomasza Terlikowskiego. Wydawać by się zatem mogło, że głosy się równoważyły – pierwszy zdecydowany przeciwnik leczenia, drugi – wiadomo, a prof. Lew Starowicz na w miarę umiarkowanej pozycji. A jednak nie, bo twórcy programu (powołując się na opinie oburzonych widzów) doszli do wniosku, że temat trzeba poruszyć raz jeszcze. I przedstawić go obiektywnie, czyli przekonać widzów, że homoseksualizmu nie da się (i nie trzeba leczyć).

 

Do studia zaproszono tym razem panią „pedagożkę” Alicję Długołęcką, która zajmuje się także edukacją seksualną oraz Emiliana Walendzika, psychologa ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. Zanim jednak goście starli się w dyskusji na żywo zaprezentowany został wywiad z seksuologiem Robertem Pietrasem, który zajmuje się terapią homoseksualistów. Na pytanie dziennikarza, czy homoseksualizm to choroba lekarz odpowiada: „Skoro geje zgłaszają się do lekarza, to uważają, że można to leczyć”. Zdaniem Pietrasa, homoseksualizm to „anomalia, nieprawidłowy sposób zachowania”, który w dużej mierze wynika z nieprawidłowo ukształtowanej we wczesnym wieku psychiki. Lekarz przekonuje, że od właściwego postawienia diagnozy zależą sukcesy w terapii takiej osoby. Dol tej pory jego pacjentami było kilkunastu mężczyzn, zwykle w młodym wieku. - Czy homoseksualizm da się wyleczyć? - dopytuje go dziennikarz, na co Pietras odpowiada, że tak, jak nie można wyleczyć nadciśnienia, choroby niedokrwiennej serca, tak do końca nie da się wyleczyć homoseksualizmu. Można go jedynie zaleczyć, co polega na tym, że człowiek stara się naśladować pozostałych członków społeczeństwa, zakłada rodzinę, ma dzieci, etc. Ale ślad w jego życiu pozostaje (obciążona psychika). Lekarz przekonuje, że jego praca polega na dawaniu pacjentowi nadziei na normalne życie, podczas gdy większość terapeutów jej odmawia, twierdząc, że homoseksualizmu w ogóle nie można leczyć.

 

Niby wszystko w porządku, ale... Seksuologa nie zaproszono do studia (dyskutując na żywo mógłby powiedzieć o kilka słów za dużo, a nad nagrywanym materiałem można zgodnie z potrzebami zapanować), zaś dyskusja, która odbyła się podczas programu nie pozostawiała złudzenia co do tego, jakie było przesłanie twórców programu. Na samym wstępie, Rogalska podkreśliła, że temat powraca do „PnŚ” na życzenie widzów. W słowo weszła jej Iwona Radziszewska, która zapragnęła „bardzo wyraźnie podkreślić”, że WHO już w 1973 roku wykreśliło homoseksualizm z listy chorób, na co śmiechem parsknęła nawet „pedagożka” Długołęcka, która poprawiła niedouczoną prowadzącą (WHO wykreśliło homoseksualizm z listy chorób znacznie później, w 1991 roku, zaś w latach '70 o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób psychicznych zadecydowało Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne). Niemniej, pozwoliło to pani Radziszewskiej autorytatywnie ustawić od samego początku dyskusję, wyraźnie dając widzom do zrozumienia, że homoseksualizm absolutnie NIE jest chorobą. Panią Rogalską z kolei zaniepokoiło użyte przez doktora Pietrasa stwierdzenie, że homoseksualizm można „zaleczyć”. I tu niespodziewanie w sukurs przyszedł jej psycholog ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich (sic!) Emilian Walendzik, który stwierdził, że „albo coś leczymy i uznajemy to za chorobę, albo nie. Homoseksualizm sam w sobie chorobą nie jest. Do psychoterapeutów trafiają ludzie, którzy cierpią z jakiegoś konkretnego powodu”. Z jakiego? Ano z braku akceptacji dla swojej orientacji, które wynika na przykład z różnych konfliktów społecznych czy duchowych - tłumaczył pan Walendzik. „Terapeuci powinni być kompetentni, ale nie omnipotentni, tego hełmu nie wywrócimy na drugą stronę, tak się nie da” - przekonywał. Jego zdaniem, problemu nie mają osoby, które akceptują swoje homoseksualne przeżycia, ale te, które ich nie akceptują, chcą je jakoś inaczej przeżywać. Pytanie – JAK? Bo rozumiem, że jeśli pan Walendzik w ramach swojej terapii doprowadzi takiego homoseksualistę, który przeżywa rozterki do akceptacji swojej dewiacji to już będzie OK.

 

Zdaniem Walendzika, efektem terapii może być „inne postrzeganie samego siebie, swoich relacji, być może łatwiejsze zaakceptowanie pewnych rzeczy, zrozumienie samych siebie”. Czyli? Jednym słowem, zaakceptowanie swojej dewiacji – to zdaje się chciał powiedzieć Walendzik. Jego zdaniem, nie można homoseksualistów wyleczyć jednoznacznie, to znaczy, że z homo staną się hetero. Ale jeśli pacjent uzna swój homoseksualizm, to może... „dojrzalej i bardziej świadomie uznać się za homoseksualistę i w większym stopniu akceptować swoje przeżycia”.

 

W tym momencie wtrąca się niezawodna pani Radziszewska, która pyta „pedagożkę” Długołęcką, czy taki człowiek w ogóle może być szczęśliwy. „Bo przyznam, że ja w to nie wierzę” - ukierunkowuje na odpowiedź. Pani Długołęcka z kolei podkreśla, że jest przeciwna jakimkolwiek terapiom, bo wszelkie oddziaływanie, czy to orientację homo czy hetero nie ma nic wspólnego z terapią. Jej zdaniem, terapii może podlegać tylko i wyłącznie pacjent, którego orientacja nie godzi się z ego. Zanim końca dobiegnie ta jałowa dyskusja widz może sobie posłuchać jeszcze kilkuminutowego bełkotu, że tak w ogóle to bardzo wiele osób ma orientację zbliżoną do biseksualnej, ale nie ze względu na wybory seksualne, a preferencje emocjonalne...

 

Materiał kończy się skwitowaniem przez panią Rogalską (który raz?), że temat został specjalnie poruszony na życzenie widzów po to, aby udowodnić, że autorzy „Pytania na Śniadanie” są „obiektywni i nie są tylko pro, albo contra”. Lekcja obiektywizmu według „Dwójki”, czyli jak podlizać się środowiskom homoseksualnym, które najwyraźniej poczuły się dotknięte zaproszeniem 20 czerwca Terlikowskiego i pokazaniem materiału o mężczyźnie, który skutecznie wyleczył się z homoseksualizmu.

 

Marta Brzezińska