Sprawa o której od kilku dni informuje portal Fronda.pl, przybiera rumieńców. Nie chodzi bynajmniej o nowe szczegóły z terrorystycznej działalności ultraniebezpiecznego superprzestępczy, przygotowywującego ataki bombowe podczas największej imprezy sportowej w historii kraju, którego powstrzymały jeszcze bardziej super i jeszcze potężniejsze rodzime specłużby... Każdego dnia napływają fakty, w świetle których, działania ABW wydają się scenariuszem kiepskiej komedii o głupawych policjantach. I tak oto, 21-letni nierób, którego chlebem powszednim jest przesiadywanie przed komputerem i wypisywanie bzdur na dziwacznych stronach internetowych dla oszołomów, był przedstawiany jako superprzestępca.
Wygląda na to, że Artur Ł., marzący o "karierze terrorysty" nie mógł wymarzyć sobie lepszego prezentu. - Ten człowiek wyjdzie na wolność jako męczennik i prawdziwy wróg systemu - powiedział "Gazecie Wyborczej" jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej. Wypowiedzi w podobnym tonie udzielił dziennikowi dr Piotr Kładoczny z Fundacji Helsińskiej. - Rzeczywiście: aresztowanie go w momencie, gdy tylko głosił pewne poglądy, a niczego jeszcze nie zrobił może doprowadzić do zradykalizowania jego postawy. Dopiero teraz może być z nim problem - uważa Kładoczny.
Póki co, "polskiego Breivika" czekają 4-tygodniowe wakacje w ośrodku psychiatrycznym. Warto dodać, że będą to wczasy na koszt podatników, podobnie jak cała hucpa pt. "Złapaliśmy nadwiślańskiego Breivika". Szkoda, że nasze służby i organy ścigania z podobną starannością nie potrafią rozprawić się z "nieznanymi sprawcami", którzy, a to pobiją kogoś w pociągu, a to na ulicy, a to znowuż zamieszczą w Internecie listę osób, którym należy spuścić łomot.
W takich przypadkach polskie Bondy nie wykazują się brawurą. W końcu znacznie lepiej brzmi "złapałem polskiego dżihadystę", niż "złapałem polskiego antyfaszystę".

