"Na ekranie rozmowa o olimpiadzie w Londynie, a na dole ekranu duży podtytuł: "Polacy walczą o medale". Ach tak? A co robią inni? Są dwie możliwości. Albo inni nie walczą o medale i przyjeżdżają tylko podziwiać, jak robią to Polacy, albo ośmielają się także walczyć o medale, zasługując tym samym na naszą uzasadnioną niechęć, ponieważ przeszkadzają w tym Polakom" - ironizuje Piotr Moszyński z Radio France International na łamach "Gazety Wyborczej".

 

W tym miejscu wypada postawić krótkie, niemal szkolne pytanie: "Ale o co chodzi?". Co, według Moszyńskiego, jest dziwnego, niestosownego, czy wręcz szowinistycznego w tym, że podczas każdej rywalizacji, również olimpijskiej, zawsze przywiązujemy szczególną uwagę do osób z którymi coś nas łączy? W tym przypadku będzie to narodowść, w innym - więzy rodzinne, w jeszcze innym - przynależność do określonej grupy religijnej. To całkowicie naturalny i ludzki odruch, który świadczy raczej o człowieczeństwie, niż szowinizmie. Chyba, że dla kogoś "Patriotyzm jest jak rasizm". Jeżeli - jako zasadę - przyjemiemy tytuł jednego z artykułów, jakie ukazały się w "Gazecie Wyborczej", wszystko zmienia postać rzeczy...

 

Są jednak elementy igrzysk olimpijskich, które wyjątkowo wpadły w oko redaktorom z Czerskiej. "Trzeba przy tym przyznać, że francuska ekipa sprawozdwcza zdobyła się i tak na niebywały wysiłek, ponieważ po pierwszym dniu igrzysk jej relacje i komentarze z Londynu polegały głównie na lamentach, iż Francuzi nie zdobyli żadnego medalu, nawet w dyscyplinach, w których dawano im spore szanse" - pisze Moszyński. To ci dopiero wskazówka! Przyznam, że jestem szczerze zaskoczony złotą radą publicysty "Wyborczej" - gazety, która zawsze krytycznie odnosiła się do "narodowych martyrologii", a teraz podsuwa nam jakiś chory masochizm jako wzór do naśladowania. No może nie nam, ale ostała się jeszcze liczna grupa osób, dla których ul. Czerska jest czymś na kształt antycznych Delf, z której płyną proroctwa i sądy, a biada temu, kto ośmiela sie im przeciwstawić!

 

I tak cały arykuł "Olimpiada czy parada szowinizmów?" składa się z narzekań, dopatrywania się drugiego dna i budowania lęków. Ot, taka lustrzana wersja niszowych niepodległościowych gazetek, który wieszczą upadek Polski na skutek spisku polityków żydowskiego pochodzenia. "Tylko ślepy nie potrafi dostrzec, jak wielkie znaczenie może mieć daleko, daleko poza sportem wyrobienia takiej postawy w masowej skali" - straszy Moszyński.

 

Aż się boję zapytać, jakie znaczenie ma na myśli publicysta "Gazety Wyborczej". To, po prostu, zbyt oklepane...

 

Aleksander Majewski