17 sierpnia patriarcha Moskwy i Wszechrusi wspólnie z przewodniczącym KEP abp Michalikiem podpisze przesłanie do narodów Polski i Rosji. Choć trudno mówić tu o wielkim przełomie i historycznym spotkaniu (to przecież nie będzie zawarcie pojednania, jak to nieraz błędnie przedstawiają media, ale dopiero pierwszy krok ku temu prowadzący), to wydarzenie obrosło już wieloma mitami. W dodatku pompowanymi przez nadawanie spotkaniu charakteru politycznego. A przecież jest to wydarzenie dotyczące stricte Kościoła, trudno mówić o nim w kontekście polityki.
Jeśli Kościołowi zarzuca się mieszanie do polityki, to próby nadania politycznego charakteru wizycie Cyryla są jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, jak niektóre środowiska polityczne (i medialne) instrumentalnie traktują Kościół. Nie mam tu zamiaru besztać jedynie polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy – być może w nie do końca przemyślanych słowach – skomentowali zbliżającą się wizytę patriarchy Moskwy i Wszechrusi.
Jeszcze większego nadużycia dopuszczają się bowiem dziennikarze, którzy wyrwane z kontekstu zdania abp Michalika z wywiadu udzielonego KAI przedstawiają jako dowód na „najostrzejszy od lat konflikt między PiS a Kościołem”. Fakt, przewodniczący Episkopatu jasno i wyraźnie zdystansował się wobec zdania, że „Putin ma krew na rękach”. Abp Michalik stwierdził, że „człowiek mądry w takiej sytuacji opiera się na faktach a nie na teoriach, zaś człowiek sumienia rozważa każde słowo i troszczy się, aby nie naruszało prawdy. Żeby o kimkolwiek, największym nawet wrogu, powiedzieć tak mocne słowa, trzeba znać fakty, mieć pewność. Tymczasem tej pewności nie ma. Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę! I to trzeba im powiedzieć: robią krzywdę tragedii smoleńskiej, bo na tym etapie trzeba ograniczyć się do poszukiwań i badań. Można mieć postulaty, żądać powołania takich czy innych międzynarodowych komisji i dochodzeń, ale dopóki nie przyniosą one efektów, nie wolno używać zbyt mocnych słów, bo w ten sposób robi się krzywdę prawdzie i w niewłaściwą stronę ukierunkowuje się ból osób oraz myślenie całego społeczeństwa”.
Właściwie, nic bardziej oczywistego ponadto, że należałoby poczekać na twarde dowody, by mówić/pisać, że Rosjanie zabili prezydenta Kaczyńskiego. Nie ma tu ani słowa o tym, aby zostawić w spokoju katastrofę Smoleńską. Wręcz przeciwnie – abp Michalik mówi, że trzeba należycie zbadać przyczyny tragedii. Nie przeszkodziło to jednak dziennikarzom mainstreamowych mediów w sformułowaniu tez o rzekomym konflikcie pomiędzy PiS a Kościołem, oraz epatowaniu tytułami w stylu „Biskupi wysłali jasny sygnał do PiS: Macie skończyć ze Smoleńskiem”.
Właściwie, każda strona zinterpretowała słowa abp Michalika na swój sposób, czasem je nieco naciągając, by dowieść swoich teorii. A najbardziej poszkodowany jak zwykle pozostał Kościół, który po raz kolejny został wykorzystany instrumentalnie. I – to tym bardziej przykre – także ze strony środowisk politycznych, które zwykle mu sprzyjają (być może jest to uzależnione od tego, na ile jest im potrzebne poparcie hierarchów).
Zamieszanie wokół zbliżającej się wizyty jest z kolei na rękę Rosjanom, którzy zastanawiają się, czy posłowie PiS szykują na ten dzień jakąś prowokację. Rosyjska agencja informacyjna Regnum, cytując komentarz Anny Fotygi (w serwisie wpolityce.pl napisała: „Komu służy to porozumienie?Dlaczego, choć to ważne wydarzenie, nikt nie zabiera głosu? Milczą historycy, teologowie, milczą świeccy. Ta cisza jest przerażająca, ona dzwoni mi w uszach”), stwierdziła, że 17 sierpnia może w Polsce dojść do prowokacji, za którą może stać środowisko związane z Prawem i Sprawiedliwością.
Agencja Regnum spodziewała się ponadto, że ewentualna akcja, do której może dojść w Warszawie może mieć związek z ogłaszanym również 17 sierpnia wyrokiem w sprawie Pussy Riot (członkinie kapeli w lutym wykonały w Cerkwi Chrystusa Zbawiciela punkową modlitwę "Bogurodzico, przepędź Putina").
Jakkolwiek trudno jest mi sobie wyobrazić polityków PiS bojkotujących w jakiś wymyślny sposób wizytę Cyryla w Polsce, tak nie mam także wątpliwości co do tego, że czasem Jarosław Kaczyński mógłby pogrozić paluszkiem pani Fotydze czy panu Stanisławowi Pięcie, którzy mówiąc (pisząc), co im ślina na język przyniesie, szkodą nie tylko samym sobie i PiSowi...
Marta Brzezińska

