Wspólny podręcznik do historii przygotowany przez 30 ekspertów z obu krajów w Polsce ma objąć całość zagadnień od prehistorii i starożytności do XX wieku włącznie. Adresowany ma być do uczniów gimnazjów i pierwszej klasy szkół ponadgimnazjalnych, natomiast w Niemczech dla uczniów różnych typów szkół ponadpodstawowych – donosi Polska Agencja Prasowa. Co ciekawe, z samą inicjatywą wystąpili Niemcy, a ściślej były szef dyplomacji (jak się okazało plagiator) Frank Walter Steinmeier. Piłkę u nas od razu złapał Radek Sikorski (teraz widzimy, że zwrot ku Niemcom u niego to nie sprawa ostatnich miesięcy) i Katarzyna Hall, była minister edukacji.


Tak naprawdę wspólne pisanie historii przez Polaków i Niemców odbywa się już od prawie 40 lat. Po układzie Gomułka-Brandt w 1970 roku, a chwilę później po dojściu do władzy niemieckojęzycznego Edwarda Gierka pojawił się pomysł skorygowania tego co wypisywano w podręcznikach do historii w obu krajach. W Polsce Niemcy byli dyżurnymi nieprzyjaciółmi – można było odnieść wrażenie, że w naturze Niemiec było ciągłe parcie na wschód i kąsanie Polski (choć nasza granica zachodnia przez kilkaset lat należała do najspokojniejszych w Europie). W oczach Niemiec byliśmy mało istotnym krajem – jak już o nas pisano to jako o obiekcie dobroczynnej kolonizacji, a o Polakach jako niewdzięcznikach, którzy nie chcieli jej przyjąć. Przykład? Rozbiory Polski do lat 70. XX wieku przedstawiano jako dobrodziejstwo. Polska – zdaniem niemieckich historyków – waliła się ku upadkowi i król Prus po prostu stanął na wysokości zadania zajmując Pomorze, Warmię, Wielkopolskę i spory kawał Mazowsza. Nie na darmo Fryderyk II nazwał polskich chłopów „Irokezami”, których chciał cywilizować. Polski chłop nie miał co jeść, więc trzeba było zająć kraj. O tym, że II rozbiór Polski z 1993 roku był reakcją trzech mocarstw na Konstytucję 3 Maja, na próbę naprawienia państwa, ani słowa.

 

I to się rzeczywiście zmieniło, ale o Polsce niemieccy nauczyciele od historii ciągle wygadują mnóstwo bzdur. Przed dwoma laty Krystyna Grzybowska opisała we „Wprost”, że pewnego razu (gdy mieszkała z mężem w Niemczech) jej córka Ola (dziś dziennikarka Gazety Polskiej Codziennie) przyszła ze szkoły z wiadomością, że marszałek Piłsudski napadł w 1920 r. na Związek Sowiecki z zamiarem poszerzenia terytorium Polski. Była zszokowana, bo w domu słyszała, że Piłsudski obronił Europę przed inwazją komunizmu.

 

Polska też poszła na ustępstwa po interwencjach strony miemieckiej. Ci straszni Krzyżacy, których znamy z Sienkiewicza już pod koniec lat 80. nie byli już tylko barbarzyńcami – zaczęto u nas pisać, że odegrali, o zgrozo, wielką rolę cywilizacyjną. Co robili w dziedzinie budownictwa widać do dziś gołym okiem, ale okazało się że np. spisali polskie prawo zwyczajowe.

 

 

Ci co lansują pomysł polsko-niemieckiego podręcznika mają dość przekonujący argument: dzięki tej pozycji możemy wejść do świadomości Niemców, którzy o Polsce nie wiedzą nic. Holocaust zdominował nauczanie o II wojnie światowej, nawet prezydent zjednoczonych Niemiec Roman Herzog w 1994 roku goszcząc na obchodach 50-lecia Powstania Warszawskiego był przekonany, że chodzi o Powstanie w Getcie warszawskim.

 

Jak jednak będzie wyglądało "Wspólna" historia powstań śląskich? Buntu przeciw legalnej władzy wspomaganego przez polskich oficerów z POW przysłanych na Śląsk z Polski? Czy pozostaniemy przy spontanicznym zrywie ludu górnośląskiego? W końcu 90 proc. powstańców było autochtonami. Co z Kopernikiem? Był Prusakiem, choć polskim patriotą, bo bronił zamku olsztyńskiego? Napisanie wspólnej historii może być naprawdę trudne.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, którą Radek Sikorski i wszyscy entuzjaści wspólnej historii muszą przemyśleć: historia, którą opowiadamy dzieciom i młodzieży musi być zaprawiona mitem wyjątkowości, jakiejś formy niepoprawnej politycznie "lepszości" narodu. Inaczej stawanie się Polakiem nie będzie dla nikogo atrakcyjne. Przed tysiącem lat naród formowały legendy o bohaterskich czynach przodków, które starcy opowiadali młodym przy ognisku. Dziś zmieniła się tylko forma, przekaz pozostał ten sam.


Rafał Geremek