Z inicjatywy Ministerstwa Kultury Republiki Litewskiej 25 sierpnia w Domu Wspólnot Narodowych w Wilnie odbyła się konferencja pt. „Pokonanie historycznych stereotypów jako środek neutralizujący napięcia etniczne”. Tytuł zapowiadał kompletną nudę, ale okazało się, że to tylko pozory.

Mocnym punktem programu tej konferencji było wystąpienie dr hab. Gediminasa Merkysa z Kowieńskiego Uniwersytetu Technicznego z referatem „Nacjonalizm — syfilis wartości”. Doktor z Kowna określił Józefa Piłsudskiego jako „pierwszego faszystę Europy”. Nawiązał także do wydanej miesiąc temu przez IPN broszury „Ponary: miejsce »ludzkiej rzeźni« ” (w lesie ponarskim Niemcy do spółki z litewskimi kolaborantami wymordowali w latach 1941-1944 ok. 100 tys. ludzi, głównie Żydów, ale także co najmniej kilkanaście tys. Polaków). Dr Merkys stwierdził, że autorzy broszury „operują środkami czarnej propagandy” i jest ona „splunięciem w twarz Litwy”, chociaż zawiera… „98 proc. prawdy”. W tym kontekście jej autora, prof. Piotra Niwińskiego, oraz ministra spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego określił mianem „uczniów Goebbelsa”. Dr Merkys nie okazał się jednak kompletnym dzikusem, bo przyznał, że Litwa stosuje praktyki skrytej dyskryminacji mniejszości narodowych.

 

Rimantas Jokimaitis z Ministerstwa Oświaty i Nauki Litwy, wyraził swe zdumienie niepotrzebnym, jego zdaniem, hałasem wywołanym nową Ustawą o Oświacie. W jego opinii należało już dawno ją przyjąć, gdyż „mniejszości nie znają języka litewskiego”, a „szkoły mniejszości to sowiecki relikt”, który się, jego zdaniem, zupełnie nie sprawdza.

 

Ciekawą tezę na temat antypolskiego kursu władz litewskich postawił znany litewski historyk dr hab. Alvydas Nikžentaitis. W jego opinii stało się tak m. in. z powodu wymiany pokoleń wśród polityków oraz polityki prezydent Dali Grybauskaitė, która postawiła na dobre relacje ze Szwecją i Białorusią kosztem Polski.

 

Bez wątpienia szacunek należy się dyrektorowi Centrum Inicjatyw Obywatelskich Girvydasowi Duoblysowi, który jasno powiedział, że na napięciach pomiędzy Polakami i Litwinami korzystają politycy, którzy chcą się wylansować jako prawdziwi patrioci i „nieuczciwie rządzić Litwą”. Duoblys przypomniał, że władze litewskie nie potępiają nacjonalistycznych marszy 11 marca (demonstracje urządzane w rocznicę uchwalenia niepodległości Litwy, gdzie dominującym wezwaniem jest hasło „Litwa dla Litwinów”), a udział pracowników sił ochrony kraju w tych marszach określił jako „kryminał”. Głosy takich ludzi jak Duoblys słyszy się nad Niemnem i Wilią słyszy się jednak coraz rzadziej.

 

Drodzy Litwini zrozumcie, że nie chcemy was skolonizować i na powrót przyłączyć Wilno. Chcemy tylko by nasi rodacy mogli cieszyć się pełnią praw w Waszym kraju i to wszystko. Dla Was prawdziwym niebezpieczeństwem nie jest Polska, ale ciągle moskiewski imperializm. Na Danię czy Szwecję w razie problemów nie liczcie. Jak przyjdzie co do czego to wystawia was do wiatru jak onegdaj Zachód zrobił to z nami. Wydawało się, że agresywny nacjonalizm z lat 90. to tylko odreagowanie krzywd i kompleksów. Przywykliśmy do naukowców z Waszych uczelni ze swadą dowodzących, że to nie Polacy uczyli Litwinów wznosić kamienne grody, że w Bitwie pod Grunwaldem jazda litewska wcale nie uciekała z pola walki, bo to był tylko manewr taktyczny, a najbardziej zasłużył się w boju książę Witold, a nie polscy rycerze. Machaliśmy na to ręką licząc, że w końcu Wasze elity wydorośleją, ale one zapadły na jakąś chorobę. Bardzo prawdopodobne, że to ów „syfilis wartości” o którym mówił dr Merkys.

 

RG/Kurier wileński