Zanim zaczął się doroczny poznański Marsz Równości, w godzinach 13.00 - 13.35 przed wejściem do auli UAM przy ulicy Wieniawskiego odbyła się pikieta członków i sympatyków Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) w obronie tradycyjnych wartości.



Manifestanci skandowali liczne hasła, między innymi: "Chłopak i dziewczyna - normalna rodzina" , "Gejowska rodzina - wytwór Lenina", "Polska nie Bruksela", "Tylko idiota głosuje na Palikota". Mieli także transparenty z napisami: "Brońcie krzyża", "To jest nasza ojczyzna", "Totalitarny reżim Tuska" i inne.

 

Uczestnicy pikiety ONR kierowali okrzyki w stronę  osób, które gromadziły się nieopodal na placu Mickiewicza, aby wziąć udział w Marszu Równości. Słychać było okrzyki "Precz z gejami", ale do bezpośredniej konfrontacji nie doszło. Policja szczelnym kordonem odgrodziła oba zgromadzenia. Mała grupa uczestników pikiety próbowała dostać się w pobliże Marszu Równości, ale została odsunięta przez policję.

 

W tym samym czasie na placu Mickiewicza zbierali się kolejni uczestnicy Marszu Równości - z kolorowymi balonami, plakatami, tęczowymi flagami.

 

Około godziny 13.55 organizatorzy  Marszu Równości przedstawili założenia swego przedsięwzięcia, po czym czoło marszu ruszyło ulicą Św. Marcin w kierunku Starego Rynku. Dzień wcześniej policja otrzymała sygnały, że kibole będą chcieli zakłócić przemarsz. To sprawiło, że siły prewencji były w stanie wyjątkowej mobilizacji.

 

Wzdłuż kolumny ustawili się policjanci w hełmach z przyłbicami, z tarczami i pałkami - miejscami w potrójnym kordonie. Cały czas podążali także funkcjonariusze na koniach. Równolegle z marszem szli grupkami młodzi mężczyźni wykrzykujący między innymi hasło" "Pedały!". Do przepychanek i starć jednak nie doszło, bo obie grupy były skutecznie odgradzane od siebie.

 

Na chodnikach zebrało się sporo gapiów. Policja legitymowała wszystkie osoby, które miały zasłonięte twarze. W pobliżu ulicy Gwarnej funkcjonariusze zepchnęli skandujących przeciwników Marszu Równości na chodnik, na drugą stronę ulicy Św. Marcin. Przy skrzyżowaniu z ulicą Ratajczaka policja całkowicie zablokowała grupę antydemonstrantów, którzy szli obok Marszu Równości. Droga dostępu została zamknięta także od strony ulic Gwarnej, co uniemożliwiło zakłócenie tam przemarszu.

Główny pochód rozciągnął się na długości około 200 metrów. Jego uczestników zebrało się znacznie więcej niż osób, które wzięły udział we wcześniejszej pikiecie ONR. Marszowi Równości cały czas towarzyszyły liczne siły policyjne. Zabezpieczone zostały nie tylko boczne ulice, ale nawet bramy i podwórza.

Przy ulicy Paderewskiego Marsz Równości został na parę minut wstrzymany, gdyż kolejna grupa osób będących w kontrze do manifestacji próbowała zablokować przemarsz. Policja ich odsunęła i kolumna przeszła na Stary Rynek.

Tam czoło marszu przywitała grupa przeciwników, która skandowała hasła: "Precz z pedałami", "Zakaz pedałowania", "Kto nie skacze ten pedałem". Odpalone zostało także kilka petard. Ponownie do akcji wkroczyła policja, która antymanifestantów zepchnęła z trasy Marszu Równości.

Na Starym Rynku przed ratuszem w kierunku policji poleciała szklana butelka, a potem jeszcze następna. Funkcjonariusze zdecydowanie zareagowali, rozpraszając grupę, z której prawdopodobnie nastąpił atak. Marsz poszedł dalej w kierunku placu Wolności, gdzie dotarł około godziny 15.

Policja, także konna, zabezpieczyła wszystkie ulice dochodzące do placu, uniemożliwiając wejście tam innych grup. Siły mundurowych były tak duże i zwarte, że oddzielenie obu manifestacji w pełni się powiodło. Mimo kilku incydentów na trasie, godzinny Marsz Równości (między placem Mickiewicza a placem Wolności) odbył się w spokoju.

 

Krótko po godzinie 15 Marsz Równości zakończył się na placu Wolności. Organizatorzy podsumowali manifestację, zaznaczając, że była udana, i że nie doszło do zamieszek, jak w Warszawie 11 listopada. Podziękowali policji za sprawne zabezpieczenie przemarszu. Uczestnicy - zgodnie z apelem organizatorów - ze względów bezpieczeństwa rozchodzili się w grupkach, a nie pojedynczo.

 

Podinspektor Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji zaraz po marszu poinformował, że na ówczesną chwilę ani jedna osoba nie została zatrzymana i nikt nie odniósł obrażeń. Policjanci wylegitymowali kilkadziesiąt osób.

 

PSaw/gloswielkopolski