- Z dumą i nadzieją wręczyłem nagrodę swojego imienia na ręce pani Natalii Pinczuk przyznanej białoruskiemu opozycjoniście Alaksandrowi Bialackiemu. Z dumą, że czynię to jako obywatel wolnej i demokratycznej Polski, o którą walczyliśmy tak, jak walczą dziś Białorusini. Z nadzieją, że i oni dożyją wolnej i demokratycznej Białorusi. Tak też spłacam nasz polski dług wdzięczności dla tych, którzy przed laty nas wspierali. To dzięki nim my może wspierać innych o wolność walczących - tłumaczy były prezydent.
Zdaniem Wałęsy na twarzach "domorosłych rewolucjonistów", których - jak podkreśla - nie widział "30 lat temu w walce", nie było widać "tej dumy z naszej wolności i naszego zwycięstwa". - I nie mówię wcale o tych zwykłych ludziach, którzy idą za takim wezwaniem. Oni mają prawdziwe codzienne problemy, mogło im się w życiu nie udać. Mówię o tych, którzy takie problemy i frustracje ludzkie podpalają i wykorzystują politycznie. Oni nie proponują mądrych rozwiązań, lepszych koncepcji. Oni nie mają argumentów. Jedyny ich argument to wzniosłe hasła i szumne uliczne zapowiedzi. Nie chcą widzieć, że w wolnej i demokratycznej Polsce - to też podważają - najprostszym sposobem walki politycznej, takim o którym marzy Aleksandr Bialacki i jego przyjaciele, to kartka wyborcza - mówi Wałęsa portalowi Wp.pl. - Gdyby tu był, pewnie by powiedział do demonstrantów: „Kochani, zobaczcie gdzie jesteście, macie wolność, macie nieprawdopodobne możliwości w swoim kraju, a wy, co?! Trwonicie Wasze wielkie Solidarnościowe zwycięstwo, tracicie energię na pochody i polityczne zadymy. Weźcie się do roboty, korzystajcie z wolności, lepiej wybierajcie i szukajcie lepszych rozwiązań”. Niech mi wybaczy, nasz przyjaciel Aleksandr, że wchodzę w jego myślenie, ale jego mądrość i walka takie słowa podsuwają - grzmi były przywódca "Solidarności".
Według Wałęsy - w świetle działań Bialackiego - nadzwyczaj "cyniczne, a nawet śmieszne są te niby/rewolucje organizowane przez demagogów i populistów, spóźnionych na prawdziwą rewolucję, nie zdających sobie sprawy z tego, jak łatwo można podpalić kraj". Były prezydent stwierdził, że organizatorzy manifestacji, takich jak "Obudź się, Polsko!", mają tylko jeden cel: przejęcie władzy i "dorwanie się do pańskiego stołu, nie patrząc na koszty".
- Ale problem w tym, że żadnemu z tych odważnych dziś na ulicach Warszawy, nie starczyłoby odwagi, żeby wykrzyczeć je ramię w ramię z Alesiem Bialackim na ulicach Mińska. Tu odwaga rewolucyjna najczęściej się kończy, a w walce zostają nieliczni. Jestem więc dumny, że Białorusinom przypomnieliśmy, że jesteśmy z nimi. I mam nadzieję, że tam dotrze hasło "Białoruś, obudź się!" - puentuje Wałęsa.
AM

