Urodził się... w... Do szkoły chodził... W wieku lat... Życiorys Zygmunta Błażejewicza daleki jest od biografii przeciętnego człowieka, więc i nie można pisać o nim przeciętnie. Historie, takie jak jego, można by opowiadać jak legendy. - A nie każdy życiorys nadaje się na scenariusz powieści – mówi w Radiu WNET Sławomir Zajączkowski, wybitny scenarzysta.


Chyba nikt nie ma wątpliwości, że życiorysy „Żołnierzy Wyklętych” to potężna kopalnia historii jak najbardziej odpowiednich na scenariusze powieści. Dzieje „leśnych” stały się tłem dla co najmniej kilku wybitnych powieści, wymieniając choćby „Urodzonego z wiatru” Marka Harnego czy najnowsze „Z cienia” Sebastiana Reńcy. Ta druga zresztą została nominowana do prestiżowej nagrody im. Józefa Mackiewicza.

 

Po historie „Żołnierzy Wyklętych” coraz częściej sięgają również twórcy komiksów. Że jak? Komiksów? Czy to nie jest profanacja? Szarganie świętości komiksowym ujęciem? Przed takimi dylematami z pewnością nie raz stawali twórcy serii „Wilcze tropy” - Krzysztof Wyrzykowski i Sławomir Zajączkowski. Wspólnie mają już na swoim koncie kilka komiksów historycznych, wśród nich takie hity jak „Łupaszka 1939” (którego kupienie dziś graniczy z cudem), „Korfanty” czy „Wyzwolenie? 1945”.


Co odpowiadają twórcy komiksów na tego typu zarzuty? Że ujęcie tematu, jakie proponują, nie jest dziecięce czy infantylne, na co mogłaby wskazywać forma komiksu, ale poważne, realistyczne. Pewnie długo można by się spierać, czy historie obrazkowe są właściwą formą popularyzacji pamięci o Rycerzach Niepodległej (czy innych wybitnych postaciach, jakich przecież nie brak na kartach historii Rzeczpospolitej Polskiej). Warto jednak zauważyć, że tego typu publikacje (zwłaszcza jeśli chodzi o tę Wyrzykowskiego i Zajączkowskiego, którym patronuje przecież IPN) otoczone są niezwykłą troską i dbałością o poprawność historyczną. W tej samej audycji Radia WNET Zajączkowski opowiada, jak długą drogę trzeba przejść, zanim powstanie scenariusz komiksu historycznego. To długotrwała kwerenda naukowa, wymagająca przebrnięcia przez całą faktografię, którą nieraz liczy się już nie w stronach, ale kartonach materiałów dostarczanych przez historyków, ale także pasjonatów.

 

Zajączkowski podkreśla jak ważne jest zrozumienie ludzi epoki, którą akurat bierze się na tapetę. Trzeba pomyśleć, jak „rozegrać” to językowo, bo przecież ludzie inaczej wtedy mówili, nawet innych przekleństw używali. Pisanie scenariusza w porównaniu z pracą, jaką trzeba włożyć, zanim się do tego przystąpi to już chyba czysta przyjemność. Kiedy bazujemy na autentycznych historiach praca wydaje się o tyle łatwiejsza - w myśl starego porzekadła, że najlepsze scenariusze pisze życie – o ile mamy już gotową historię. -Scenariusz jest ograniczony faktami z życia bohaterów, ale trzeba wybrać najfajniejsze momenty i wpisać je w oś dramatyczną – mówi Zajączkowski. I zaraz dodaje: „Nie każde życie nadaje się na scenariusz powieści, trzeba pogrzebać w nich i znaleźć coś interesującego”.

 

Wiele interesującego niewątpliwie można znaleźć w historii „Zygmunta”, oficera 5 Brygady Wileńskiej AK, który w 1945 roku toczył ciężkie boje z Sowietami oraz polskimi zdrajcami na Białostocczyźnie. Doskonały oficer, człowiek niezwykle odważny, o niezawodnym instynkcie partyzanckim. Tak Błażejewicza wspomina jeden z jego podkomendnych , Jerzy Olszewski „Puszcza”: „Był to wybitnie zdolny oficer liniowy, trzymający swój oddział w ryzach i wielkiej dyscyplinie. Typowy wygląd kawalerzysty, wysoki, dobrze zbudowany blondyn z nieodłącznym pistoletem maszynowym i mapnikiem, maszerował ze swoim szwadronem zmieniając prawie codziennie miejsce postoju”.

 

Pierwszy odcinek „Wilczych tropów” obfituje więc w brawurowe sceny walki z NKWD, wiernie oddane sceny batalistyczne, odważne zasadzki na kolaborantów, mrożące krew w żyłach pojedynki. Nie brak również krwawych zbrodni Sowietów na ludności cywilnej, która zgłasza się do „leśnych” o pomoc czy wątku miłosnego. Historia znajomości oficera i młodej sanitariuszki stanowi drugą linię dramaturgii komiksowej historii. - Krystyna pośród grupy samych mężczyzn musiała udowodnić swoje bohaterstwo, odwagę – podkreśla Zajączkowski. Charakterna sanitariuszka niewątpliwie odgrywa ważną rolę w życiu „Zygmunta” i jego podwładnych. W komiksowej historii nie brak też wątków, od których aż chce się uśmiechnąć pod nosem – jak choćby oświadczyny Błażejewicza.

 

Poznajemy zatem ludzi z krwi i kości. Nie jakieś marmurowe pomniki stawiane na piedestale odległych wzorów do naśladowania. Poznajemy ludzi z ich zmartwieniami i troskami. I chyba właśnie o to chodziło samym autorom, którzy zgodnie w Radiu WNET przyznali, że ich dzieło, to nie jest prosta rekonstrukcja historyczna, ale opowieść o żywych ludziach, ich radościach i dramatach.

 

Wyrzykowski dodaje, że ich komiks to z jednej strony pokaźny, dokumentalny zasób wiedzy, a jednocześnie samodzielna opowieść o miłości i relacjach międzyludzkich w tych trudnych warunkach, jakimi były powojenne czasy. To kopalnia wiedzy o tyle ciekawa, że nie odstrasza suchymi faktami czy wielkimi blokami tekstów. 


Dla  tych wszystkich, którzy podobnie jak ja, po przeczytaniu komiksu będą czuli wielki niedosyt, na końcu zeszytu znajduje się opracowana przez historyków wkładka o "Zygmuncie" i stoczonych przez jego odział brawurowych bitwach. Szczególna dbałość historyczna jest wielkim atutem serii. Podobnie jak wydanie na wysokiej jakości papierze. To wszystko w połączeniu ze stosunkowo niewielkim nakładem czynią publikacją luksusową perełką dla koneserów. 

 

Jak się kończy historia "Zygmunta" (przynajmniej ta komiskowa, bo przecież jej pierwowzór ma się jeszcze całkiem dobrze)? Tego oczywiście nie zdradzę, by nie psuć całej przyjmemności jaka płynie z lektury, powiem tylko tyle, że z żalu aż skręca i z piersi niejednego zaczytanego czytelnika wyrwie się prośba o jeszcze!

 

Na pocieszenie dodam, że jeszcze w tym roku ma się ukazać kolejny odcinek serii "Wilcze tropy" a duet Wyrzykowski-Zajączkowski w zanadrzu ma jeszcze komiks przygodowy, choć osadzony w historycznych realiach. Postacie całkowicie fikcyjne zostaną wkomponowane w historię wojny 1920 roku. Poza tym, że akcja rozpocznie się na Kresach twórcy nie zdradzają nic więcej. Może jeszcze oprócz tego, że tym razem możemy się spodziewać szczęśliwego zakończenia. Bo tych, zdaniem Zajączkowskiego i Wyrzykowskiego, wciąż brakuje. 

 

Marta Brzezińska 

 

Sławomir Zajączkowski i Krzysztof Wyrzykowski,  Wilcze tropy 1, IPN, Warszawa 2011, ss. 40.