Fronda.pl: Mija rok od rewolucji w Egipcie - co się przez ten czas zmieniło? Jest lepiej? Egipcjanie czują się bezpieczniej? 

 

Ashraf Benyamin: To jest bardzo trudne pytanie. Na pewno coś się zmieniło, ale czy zostały zrealizowane postulaty, które „naród” podnosił rok temu wychodząc na plac Tahrir? Mówię „naród” w cudzysłowie, ponieważ osoby, które teraz pojawiły się na scenie politycznej próbują przekonywać, że demonstracje uliczne były tylko wybrykami przeciwników stabilizacji kraju. Inni próbują tłumaczyć tamtą rebelię intrygami krajów zachodnich, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Jeszcze inni uważali, że było to jedynie okazanie niezadowolenia i oczekiwanie na naprawę sytuacji. Dlatego ostrożnie używam słowa „naród”, bo nie jestem pewien, czy wszyscy, którzy manifestowali rok temu na placu Tahrir, chcieli wolnego Egiptu. Niewątpliwie doszło do zmian, ale czy zrealizowano wszystkie postulaty, których domagał się „naród”? Nie. Zmianą jest na pewno to, że ludzie są odważniejsi niż przedtem i mam tu na myśli wszystkich Egipcjan - zarówno fundamentalistów, Bractwo Muzułmańskie czy chrześcijańskich Koptów. Wszyscy mówią to, co chcą. Przestali się bać, bo pewne granice zostały przekroczone, gdy polała się krew.


Dlaczego Egipcjanie wczoraj znowu wyszli na ulice? 


Okazało się, że ten scenariusz wydarzeń do którego doszło w ostatnim roku nie jest tym, którego oczekiwali Egipcjanie. Ludzie wyszli więc wczoraj na ulice, by powiedzieć, że pragnęli czegoś innego. Zapewnienia władz, że naród w uczciwych wyborach sam wybrał nowy parlament nie mają nic wspólnego z prawdą. Po cichu mówi się o fałszowanych wyborach (nawet 9 milionów głosów mogło być sfałszowanych, a to wszystkie głosy oddane na partie religijne). Naród nie chciał parlamentu, który wykonuje polecenia Najwyższej Rady Wojskowej, dlatego wczoraj na ulicach pojawiły się te same hasła co przed rokiem. Ludzie chcą osądzenia i ukarania tych, którzy dopuścili się mordów na Egipcjanach.


Na placu Tahrir stanął obelisk nie będący symbolem żadnej z religii. Upamiętnia on „męczenników”, którzy zginęli podczas demonstracji Koptów. Zginęło wtedy 25 osób, a ich nazwiska zostały umieszczone na tym obelisku. To bardzo dobry sygnał, bo ów obelisk nie jest symbolem religijnym. Cieszy mnie, że nikt nie protestował przeciw temu, iż za narodowych męczenników zostali uznani zarówno Koptowie, jak i muzułmanie.


Koptowie są szczególnie odważni. Potrafią powiedzieć to co myślą. Uważają, że jeśli papież podziękował egipskiej władzy za ochronę obywateli to nie oznacza, że oni również mają być jej wdzięczni. 


To duży plus, ale żeby w Egipcie nastąpiły zmiany jak w Polsce po '89, to trzeba będzie jeszcze długo czekać. Kraj jest niesamowicie zrujnowany. Ludzie, którzy byli na świeczniku za Mubaraka, dalej rządzą i mówią to samo, co mówili kiedyś

 

not. eMBe