Sekretarz klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego nie zostawia na Tomaszu Lisie suchej nitki. Aleksander Sopliński porównuje usilne i długo trwające próby zaciągnięcia Jarosława Kaczyńskiego przed kamery do polowania na mamuty. "Próby te od pewnego czasu są tak nachalne, że przypominają polowanie na mamuta. Ale mamut skutecznie ucieka. Do akcji włączył się więc sam Tomasz Lis. Jak na Lisa przystało, lisiego użył on sprytu i podstępu zapraszając prezesa PiS na wywiad do swojego programu w publicznej telewizji. I co się stało?" - pyta parlamentarzysta. Odpowiada: "Mówiąc obrazowo - gdy tylko mamut wszedł w sidła, lis przedzierzgnął się w wilka. Dziennikarz nie zamierzał być dziennikarzem i przeprowadzać wywiad. Próbował stać się namiastką Tuska, przeciwnikiem w debacie. Zaczął bezpardonowo atakować Jarosława Kaczyńskiego" - ocenia rozmowę w programie "Tomasz Lis na żywo".
O Jarosławie Kaczyńskim Sopliński pisze: "Prezes PiS podjął rękawicę i potraktował Lisa jak przeciwnika w debacie - uosobienie Tuska, całej PO i patologicznych, w jego mniemaniu, układów Trzeciej RP. Kaczyński był wyluzowany i cały czas punktował. Zaskoczony dziennikarz miał twarz spiętą i strzelał ślepakami. Został wyprowadzony z równowagi do tego stopnia, że gdy Kaczyński pomylił się i zamiast 'panie redaktorze' powiedział 'panie doktorze', ten uczepił się tej oczywistej pomyłki jak ostatniej deski ratunku" - poseł PS bije bez litości w publicystę.

