8 marca, Dzień Kobiet, to dla wielu organizacji okazja do tego, by przypomnieć o problemach przedstawicielek płci pięknej i upomnieć się choćby o cień zainteresowania nimi ze strony elit rządzących. Chyba najgłośniej o swoich żądaniach komunikują (co by nie powiedzieć wrzeszczą) feministki. Wydawać by się mogło, że komu jako komu, ale im rzeczywiście zależy na dobru pań. Jednak patrząc na transparenty niesione przez uczestniczki niedzielnej Manify okazuje się, że to tylko złudzenie. Hasło, pod którym ulicami Warszawy przeszła krzykliwa manifestacja - „Przecinamy pępowinę” miało zwrócić uwagę na problem zacieśnionych relacji, które niby mają łączyć państwo i Kościół? Czy to doprawdy jest realny problem, który trapi polskie kobiety? Przyglądając się hasłom wypisanym na transparentach manif'estantek nie sposób nie odnieść wrażenia, że ich postulaty zamykają się w żądaniu legalizacji związków partnerskich, aborcji i łatwiejszym dostępie do antykoncepcji. Dodatkowo, feministki przekonują, że na przykład „Ważniejsza matka, niż koloratka”, z czym akurat można się w jakiś sposób zgodzić, ale niby co to nowego wnosi do naszej rzeczywistości? Do licha, trudno zgadnąć.
Gdzie się podziały realne problemy kobiet, o których zdają się zapominać feministki i czy ktoś jeszcze o nich w ogóle mówi? Forum Kobiet Polskich z okazji 8 marca wystosowały specjalny list, w którym upomina się o rzeczywiste problemy polskich kobiet. - Nas i nasze rodziny coraz bardziej dotyka kryzys gospodarczy, który wyraża się m. in. podwyżkami: cen żywności, nośników energii, VAT-u na artykuły dziecięce – czytamy w liście FKP, które reprezentuje aż 56 organizacji i ruchów, m.in.: Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, Duszpasterstwa Kobiet, Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność”, Polski Związek Kobiet Katolickich, Poradnictwo Rodzinne, Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny.
- Często nie możemy realizować naszych planów prokreacyjnych, ponieważ sytuacja na rynku pracy, niskie dochody rodzin oraz złe warunki mieszkaniowe nie zapewniają nam poczucia bezpieczeństwa. Polki chętnie rodzą dzieci w Wielkiej Brytanii, ponieważ tam mają pracę i stosowne zabezpieczenia socjalne. Tymczasem nakłady na politykę rodzinną w naszym kraju są od lat rażąco niskie i stawiają Polskę wśród krajów Unii Europejskiej, które najmniej inwestują w rodziny. W rezultacie mamy spadek liczby urodzeń, emigrację rodzin z dziećmi i ludzi młodych – przypomina w imieniu FKP Anna Kowalewska, prezes organizacji.
Przedstawicielki FKP dziwią się, że w takiej sytuacji rząd wyraża gotowość przekazania Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu ponad 25 mld zł, rozbudowuje administrację, chce realizować absurdalny pakiet klimatyczny, nie oszczędzał tam, gdzie to było możliwe np. na naszej prezydencji w Unii Europejskiej. Kobiety ubolewają, że jednocześnie politycy nie mają oporów przed odbieraniem symbolicznych zasiłków rodzinnych dzieciom z najuboższych rodzin albo wydłużaniem czasu pracy kobiet i mężczyzn, nie wspominając o planach mechanizmie wyrównania szans emerytalnych kobiet wychowujących i niewychowujących dzieci.
- W dniu 8 marca, pragniemy wyrazić nasze oczekiwanie na autentycznie prorodzinną politykę, która byłaby zgodna z dobrem kobiet i rodzin. Nie przesłaniajmy tych najważniejszych dla kobiet spraw dyskusją o związkach partnerskich czy absurdalnymi zarzutami pod adresem Kościoła katolickiego – apeluje Ewa Kowalewska, prezes FKP.
Warto zapoznać się z tymi realnymi potrzebami kobiet, zanim pójdzie się na manifestację z jakże wymownym hasłem „Mam cipkę”. "A co to wnosi do dyskusji?" - chciałoby się zapytać.
Marta Brzezińska

