Marta Brzezińska: Dziś w Brukseli odbywa się publiczne wysłuchanie w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem i jej przyczyn. Zapowiadał Pan, że zostaną na nim zaprezentowane nowe sensacyjne fakty, które będą wielkim zwrotem w sprawie. Może Pan przybliżyć jakieś szczegóły?
Ryszard Czarnecki: Dr Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu w Maryland zaprezentował wyniki badań, dokonanych zresztą w oparciu o doświadczenie ekspertów z Australii, którzy zajmują się badaniem przyczyn katastrof lotniczych. Katastrofa smoleńska to była 450 badana przez nich sprawa, więc mają ogromne doświadczenie w tej materii. Ich opinia jest jednoznaczna – katastrofa Tu-154 z Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie nastąpiła wskutek dwóch wybuchów, które miały miejsce jeszcze w powietrzu. W końcowej fazie lotu. Te informacje kompletnie zmieniają postać rzeczy.
Jak te ustalenia mogą wpłynąć na dalszy przebieg śledztwa smoleńskiego? I czy w ogóle będą brane pod uwagę przez osoby za to śledztwo odpowiedzialne?
Mam taką nadzieję, aczkolwiek pewności żadnej. W każdym innym kraje takie ekspertyzy byłyby zrobione natychmiast, w sprawie śledztwa smoleńskiego jest jednak mnóstwo wątpliwości. Wyraźnie widać, że strona polska jest absolutnie bierna, całkowicie zdana na Rosjan. Niepodobnym byłoby nie zastanowić się na tym, dlaczego tak się dzieje i kto za tym stoi? To chyba coś znacznie więcej niż tylko bierność. Cała sprawa wygląda tak, jakby Polska była zakładnikiem strony rosyjskiej. Jest całkowicie niezdolna do prowadzenia śledztwa. Mimo dwukrotnych sugestii ze strony Komisji Europejskiej, że można umiędzynarodowić śledztwo, rząd polski nie wystąpił z takim postulatem.
W sprawie katastrofy smoleńskiej od początku forsowano rozmaite teorie pijanego gen. Błasika, źle wyszkolonych pilotów, nacisków prezydenta... Ustalenia zaprezentowane w Brukseli, dowodzące wybuchów w powietrzu, jednoznacznie potwierdzają również podnoszoną od jakiegoś czasu tezę, że to był zamach?
To jest raczej bardzo mocne uprawdopodobnienie tezy o zamachu, aniżeli przesądzenie, bo przecież do wybuchów mogło dojść wskutek awarii. Ustalenia, o których mówimy zwiększają jednak prawdopodobieństwo tezy, że to był zamach, tym bardziej trzeba brać ją poważnie pod uwagę. Tymczasem, rząd tego nie robi.
Podejrzenia o zamach pojawiały się także zaraz po katastrofie, jednak bardzo szybko były wyśmiewane jako oszołomstwo i teorie spiskowe. Nie ma Pan obaw, że tym razem będzie tak samo?
Oczywiście, ale spójrzmy, kto ma racje. Prorządowe media forsowały tezę o pijanym gen. Błasiku w kokpicie, dziś w stu procentach jest potwierdzone, że go tam nie było, że w ogóle nie był pijany. Coraz więcej tych kłamstw rządu i mediów mainstreamowych wychodzi na jaw. Dlatego jestem przekonany, że te nowe fakty będą mniej cieszyć rządową propagandę, bo jasno dowodzą, kto ma rację.
Rozmawiała Marta Brzezińska

