Oczywiście, mając w pamięci przykazanie „Nie zabijaj”, sytuacja, kiedy człowiek staje przed dylematem wykonywania swojej pracy, która polega na odebraniu życia drugiemu człowiekowi, jawi się jako niezwykle trudna. Z pewnością nie jest to łatwe dla człowieka, który taki zawód wykonuje, ale nie ukrywajmy - jest on po prostu narzędziem w tej konkretnej sytuacji.
Jeśli psychicznie stać go na to, żeby ten ciężar znosić, to już jego własna, indywidualna decyzja. Instytucja katów istnieje od dawna. Słyszałem nawet, że nie brakuje takich kandydatów, którzy gotowi są wykonywać wyroki śmierci. Dziwię się temu, ale tak jest.
W każdym razie, niezależnie czy kat musi spełnić swoją powinność w czasie wojny (tak jak podziemie zbrojne wykonywało wyroki), czy też w czasie pokoju, w majestacie prawa, które jest takie, a nie inne i karę tę w wyjątkowych sytuacjach dopuszcza, nie ponosi za to moralnej odpowiedzialności. Trudność ma nie tyle moralną, co taką psychiczną, żeby znieść ciężar wykonywania takiej pracy.
Oczywiście, sytuacja wygląda inaczej w przypadku ustrojów totalitarnych, gdzie zabijano niewinnych ludzi. Do takiego okrucieństwa nigdy nie wolno przykładać ręki. Natomiast, jeśli wyroki wykonuje się w majestacie obowiązujego prawa, to jest tylko osobista trudność kata, nie ponosi on odpowiedzialności moralnej.
Chyba, że wykonywanie przez niego wyroków pomnażałoby jego okrucieństwo, może wynikające z jakiegoś wrodzonego skrzywienia moralnego, a zabijanie sprawiałoby mu jakąś satysfakcję, to wtedy oczywiście byłoby to coś nienormalnego, niewątpliwie zahaczającego o materię grzechu. Jednak jeśli wykonuje wyrok „tylko” z rozkazu, to oczywiście nie ponosi odpowiedzialności moralnej.
Człowiek, który wykonuje zawód kata absolutnie nie musi się spowiadać z wykonywania wyroków śmierci. Tylko w takich wyjątkowych wypadkach, o których wspomniałem, gdyby to rzutowało na jego życie moralne, jego postawę, etc. To jest jednak już sprawa indywidualna, do rozstrzygnięcia ze spowiednikiem.
Rozmawiała Marta Brzezińska

